niedziela, 29 kwietnia 2012

Godfather:Odcinek 10


Puściłem nadgarstki Billa i złapałem go mocno za szczupłe, lekko kościste biodra i pociągnąłem tak , że mimowolnie bardziej się wypiął dzięki czemu wszedłem w niego do końca wydając przy tym ciche jęknięcie.  Ciągle na niego patrzyłem, a słysząc jego głośny jęk uśmiechnąłem się pod nosem.
-Masz strasznie ciasną dupę wiesz? – zaśmiałem się cicho i zacząłem poruszać się w jego wnętrzu. Nie robiłem tego jeszcze ostro i brutalnie, ale moje ruchy stały się pewniejsze.  Boże jaki on był tam zajebisty.  Ciasny, ciepły, a te jego spięte mięśnie zaciskające się na moim członku… mmm… Doprowadzało mnie to wręcz do wewnętrznego szaleństwa. Wychodziłem z niego niemal cały i wchodziłem. Po kilku pchnięciach wyszedłem z niego całkowicie i pchnąłem go,  a raczej rzuciłem jak szmacianą lalkę na łóżko, tak że upadł na nie brzuchem. Widziałem jak gnój stara się szybko podnieść i zwiać. „O nie kochany nie ze mną te numery…” pomyślałem i podszedłem do braciszka szybko podnosząc jego biodra i bez uprzedzenia ponownie wszedłem w jego wspaniałe wejście. Kiedy usłyszałem jego przenikliwy krzyk, mój uśmiech od razu się poszerzył. Widziałem jak opiera głowę o rękę, a z cichutkich ledwo dosłyszalnych odgłosów jakie wydawał łatwo było wywnioskować,  że płacze. Czy było mi go żal? Ani trochę! Tak, popatrz sobie i poczuj Billy jakiego masz teraz wspaniałego braciszka. Po pokoju rozchodziły się stłumione jęki i szloch Billa oraz moje ciche pomrukiwanie i obijanie się moich bioder i jąder o jego zajebiste pośladki. Czułem jak próbuje uciekać ode mnie swoimi drobnymi i szczupłymi biodrami. Doszedłem do wniosku, że takim czynem po prostu nie chce dać mi satysfakcji z tego seksu. Na ucieczkę miał tylko jedną drogę – prośba lub błaganie, innej opcji nawet nie dopuszczałem. Uśmiechnąłem się patrząc na jego drobne ciało przed sobą. Wyciągnąłem rękę i złapałem za te jego hebanowe kłaki,  pociągnąłem mocno w swoją stronę zmuszając tym samym gówniarza do klęknięcia przede mną. Nie siliłem się na delikatność, więc na pewno bolało.
-Jeżeli myślisz , że znudzi mnie ta zabawa… to strasznie się mylisz… Braciszku - mruknąłem w jego ucho, jak tylko oparł się o mój idealny tors swoimi plecami. Widziałem, że łzy coraz bardziej zdobią jego kościste policzki. Uśmiechnąłem się do siebie i zatopiłem zęby w jego uchu zagryzając je tak mocno, że poczułem na wargach metaliczny smak jego krwi. Ponownie zacząłem poruszać się w jego ciasnym wnętrzu,  lecz tym razem mocniej i bardziej brutalnie. Przyglądałem się jego profilowi, a słysząc jęk bólu jak i ciche kwilenie mój uśmiech zdecydowanie się poszerzył. Widziałem, że nie jest już taki twardy, a wręcz ryczy jak dzieciak. Wiedział doskonale co musi zrobić abym przestał i chciałem, żeby to powiedział. Tak, chciałem żeby ten gówniarz przełamał się i tym samym pokazał kto tu rządzi. Moja duża, męska dłoń powędrowała na jego szyję i przekręciłem do siebie jego twarz wyrażającą jedynie ból.
-Wystarczy jedno słowo, a przestanę – powiedziałem oschle, ale nie zaprzestawałem  ruchów biodrami, które były mocne i z każdą sekundą bardziej agresywne – No dalej młody… Wiesz co musisz zrobić, żeby uratować się od bólu… Nie bądź cholernym masochistą… - mruknąłem i spojrzałem na niego. Ciało tego głupka drżało i wręcz odmawiało posłuszeństwa z bólu jaki mu zadawałem. Owszem doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Widziałem,  że z Billem jest coraz gorzej, a wręcz z bólu prawie tracił przytomność.
-P-pieprz się… - wymamrotał w moją stronę szlochając głośno. Patrzyłem na jego ciało przede mną i mogę spokojnie przyznać, że podziwiałem w pewnym stopniu ten  jego hart ducha,  lecz z drugiej strony negowałem go, bo wystarczyłoby jedno słowo i byłby całkiem wolny od bólu jakim go z przyjemnością częstowałem. Uśmiechnąłem się szerzej patrząc na jego idealny profil. 
-Dumny z Ciebie facet braciszku i bezmyślny… A pieprzę Ciebie,  siebie nie muszę – mruknąłem i ponownie z niego wyszedłem. Skoro tak bardzo chciał zapewnić mi zabawę to proszę bardzo. Jednym zwinnym, szybkim ruchem przekręciłem to drobne,  dygoczące ciało przodem do siebie i uśmiechnąłem się kątem warg pchając go mocno na łóżko. Kiedy upadł na nie plecami, odbił się od materaca, a ja przyglądałem mu się z nieukrywanym pożądaniem w oczach. Prychnąłem cicho pod nosem rozbawiony, kiedy zobaczyłem jak ponownie stara mi się uciec. Zastanawiałem się, czy nawet jakby mu się to udało, to czy miałby na tyle sił by stać na tych chudych, trzęsących się nogach… Pochyliłem się nad nim układając swoje umięśnione ręce po obu stronach jego głowy i bez zbędnych wstępów wszedłem agresywnie w jego pulsujące, ciasne wejście. Ponownie usłyszałem jego przeraźliwy krzyk i uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany. 
-Och! – jęknąłem głośno gdy wszedłem w niego do samego końca i od razu przyśpieszyłem ruchy bioder. Spojrzałem na jego twarz, która przypominała mi tak wiele gwałconych przeze mnie kobiet i mężczyzn. Zobaczyłem jak Bill przekręca swoją zalaną łzami twarz w bok, tak żeby na mnie nie patrzeć. Zabawne… Każda moja ofiara właśnie w ten sposób postępowała. Dlaczego? Czy myśleli , że jak na mnie nie patrzą to nie ma gwałtu? A może wyobrażali sobie, że posuwa ich ktoś inny? W dupę z tym… Teraz było mi cholernie dobrze dzięki właścicielowi tego ciasnego i zajebistego tyłka. Poczułem, że tarcie nieco ustało, co świadczyło jedynie o tym, że Billy krwawi. No tak, w końcu rozdziewiczyłem jego ciasny otworek…. Przesunąłem palcem po jego udzie, z którego zebrałem jego spływającą krew i zlizałem ją z palca. Czy przejąłem się jego ranami? Phi.. Dobre. Nie zamierzałem oczywiście poprzestać na tym co robiłem. Przeniosłem swoje dłonie na drobne biodra Billa i zacisnąłem na nich mocno palce. Nie byłem delikatny nawet w 1 % dlatego wiedziałem, że jego biodra jutro będą pokryte fioletowymi siniakami. Dawno nie było mi tak dobrze podczas seksu. Dupa tego gnojka była tak jakby stworzona do zaspokojenia mojego dużego członka. Uśmiechnąłem się do siebie na tą myśl, a moje pchnięcia stały się głębsze i nabrały na sile. Poczułem jak braciszek oplata swoimi chudymi i długimi nogami moje biodra. Hm? Pewnie w ten sposób chce złagodzić ból. W sumie jechałem go na sucho, więc na pewno dziurka piekła go niemiłosiernie aż do momentu kiedy go rozwaliłem. Moje klejnoty i biodra obijały się o jego seksowny, zgrabny tyłek wydając przy tym dźwięki pieszczące moje uszy. Na jego pośladkach na pewno pojawiły się zaczerwienione ślady od stykania się ich skóry z moimi kościami biodrowymi. Patrzyłem na jego trzęsące się ramiona i całe ciało. Widziałem, jak coraz bardziej płacze, a jego łzy giną w poduszce na której spoczywała jego głowa i czarne długie włosy. Nagle coś przykuło moją uwagę. Zmarszczyłem brwi patrząc na niego uważnie. Stawał się bezwładny, a jego oczy powoli zaczęły się zamykać. O nie nie… Tak łatwo nie ma króliczku, nie pozwolę na to. Rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem na nocnej szafce szklankę. Uśmiechnąłem się cwanie i złapałem ją w jedną dłoń. Wylałem jej całą zawartość na twarz Billa powodując tym jego powrót do rzeczywistości. Widząc, jak jego oczy się otwierają a zapłakane tęczówki przenoszą się na moją twarz, uśmiechnąłem się szeroko i poklepałem go po mokrym policzku.
-Myślisz , że pozwolę Ci odpłynąć? Nie ma mowy – zaśmiałem się patrząc na jego zapłakane i przeszyte bólem oczy. Ponownie tej nocy wyszedłem z niego stękając przy tym z przyjemności. O tak, mój pulsujący, nabrzmiały penis uwielbiał jego tyłek. Przekręciłem go na brzuch bez mniejszego problemu i przejechałem dłonią po jego pośladkach. Miałem rację, na jego bladym tyłku były zaróżowione miejsca. O tak… Ten smarkacz tak cholernie mnie podniecał… Nie zamierzałem już się kontrolować, chcę słyszeć jego krzyki i jęki. Widząc, że za bardzo nie stawia oporu i podpiera się na łokciach uśmiechnąłem się do siebie. Tak.. grzeczny chłopiec pomyślałem i łapiąc go za pośladki wszedłem w niego mocno, szybko i do samych jąder. Znowu melodyjny krzyk, gdy tylko mój duży członek znalazł się w nim. Boże... zerżnę go jak sucz… 
-Jezu.. Jesteś zajebisty młody…  Na co mi były te wszystkie laski skoro miałem pod nosem to czego potrzebowałem… Twoje ciało!- jęknąłem i od razu przeszedłem do rzeczy. Zacząłem szybko poruszać biodrami wychodząc z niego niemal całym penisem, po to by zaraz wejść calutki aż po same klejnociki. Był już na tyle rozciągnięty w środku, że ruchy były płynne bez jakichkolwiek zatrzymań. Boże, a te jego urywane krzyki i jęki… Nawet nie wiedział jak bardzo podnosi mi tym ciśnienie…. Klepnąłem go z otwartej dłoni mocno w pośladek.
-Och tak! – wymruczałem odchylając do tyłu głowę – Jesteś zajebistą suką! – warknąłem i uderzyłem go dwa razy mocniej niż sekundę wcześniej, przez co po pokoju rozległ się głośny plask. Z ciągłym wymalowanym na japie uśmiechem spojrzałem na niego widząc jak drży i opuszcza głowę. Zastanawiałem się co może rozmyślać w tej swojej łepetynie. Myślał, że przestanę? Czy… Zaraz…  Uśmiechnąłem się cwanie patrząc na jego plecy i zatrzymałem się na chwilę. 
-Ty myślisz, że jak dojdę to będzie po wszystkim? – zapytałem kpiąco. Nie mogłem uwierzyć, że właśnie to ubzdurał sobie w bani – Ponownie muszę cię zaskoczyć Billy… Jeśli nawet dojdę jestem gotowy na kolejny raz… Opanowałem to całkiem nieźle wiesz? Więc przestań być dumny i powiedź to jedno słowo, po co Ci tyle bólu? – szepnąłem mu wrednym tonem w ucho i ponownie sprzedałem mu klapsa w nagi pośladek, na którym powstał czerwony ślad mojej dłoni. Prychnąłem cicho,  złapałem jego pośladki w obie dłonie i rozszerzyłem je mocno. Znowu zacząłem agresywnie poruszać się w jego wnętrzu, a ściskane przez Billa z bólu mięśnie dawały mi zajebistą przyjemność, którą potwierdzałem cichymi, wydobywającymi się z mojej krtani jękami. Słysząc, że ten ponownie zaczyna szlochać spojrzałem na niego. Zaskoczył mnie i uniosłem brew do góry. Podniósł się ledwo na swoich chudych, trzęsących rękach i klęknął przede mną cały drżąc. Wyciągnął za siebie drżącą wbrew niemu dłoń i złapał  za moje czarne warkoczyki odchylając do tyłu głowę, którą oparł o moje ramie.
-Zapewne już jesteś w piekle… ale ja obiecuję ci, że nim tam trafisz, ja załatwię Cię tak samo… - wysyczał mi przez zaciśnięte zęby prosto w ucho, po czym puścił mnie i opadł na łóżko szybko i ciężko oddychając. Było to widać po tym, jak poruszały się jego plecy przy każdym oddechu oraz słychać przez obecnie panującą w pokoju cisze. Patrzyłem na niego po czym przerwałem ciszę wyśmiewając jego słowa. Ten gnój na serio mnie bawił,  a do tego zajebiście kręcił. Widziałem, że jest na skraju wyczerpania, więc chciałem dać mu chwilę odpocząć. Przyglądałem się jego seksownym plecom  po czym wysunąłem z niego swojego penisa wydając przy tym odgłos świadczący o tym jak jest mi dobrze. Przekręciłem go przodem do siebie i złapałem w dłonie jego drobne, obolałe nadgarstki. Przez krótką chwilę przyglądałem się jego smukłej, zmysłowej szyi, a nie mogąc wytrzymać wpiłem w jej delikatną skórę swoje pełne usta i zacząłem ją namiętnie całować. Po około 2 minutach oderwałem się od niej i uklęknąłem przed Billem cwanie się do niego uśmiechając. Złapałem za jego hebanowe, długie włosy i przyciągnąłem do siebie przybliżając jego twarz do swojego sterczącego członka, którego trzymałem drugą dłonią.
-Będę czekał z niecierpliwością… - mruknąłem uśmiechając się zadziornie a widząc, że chce odpowiedzieć przez co otworzył usta, wepchnąłem w nie swojego penisa jęcząc przy tym z rozkoszy. Poczułem jak braciszek, a raczej od dziś moje osobista dziwka, kładzie dłonie na moich udach starając się ode mnie odepchnąć . Uśmiechnąłem się szerzej do siebie i trzymając go za włosy, już obiema rękami, zacząłem poruszać rytmicznie jego głową pojękując przy tym cicho. O tak… Było mi cholernie dobrze… Czułem jak mój penis drażni jego delikatne gardło, a od tej przyjemności nie zważałem na to, jak głęboko wpycham penisa w jego usta po prostu w tym momencie myślałem o własnej przyjemności jaką dawał mi ten szczyl. Kątem oka spojrzałem na niego i widziałem  jak po jego wręcz porcelanowych policzkach staczają się bezbarwne łzy. Nie przejmowałem się nimi...nie obchodziły mnie one. Zaciskałem mocno palce na jego włosach uśmiechając się z przyjemności jaką odczuwałem z każdym ruchem jego głowy. Poczułem, że uchylił usta nie broniąc się przed tym co robiłem i pozwalał na to, aby mój pulsujący już członek wsuwał się i wysuwał z jego ust. Odchyliłem do tyłu głowę oblizując szybko końcem języka spierzchnięte wargi. 
-Mm..Uh! Tak… - pojękiwałem głośno, co jakiś czas patrząc na dół na głowę Billa. Po pokoju rozchodziły się moje coraz głośniejsze jęki oraz mlaśnięcia i łkania jakie wydawał z siebie młody. Przyśpieszyłem ruchy jego głowy czując, jak mój członek coraz bardziej pulsuje, a na jego czubku pojawiają się pierwsze krople nasienia. Fuck… jeszcze kilka ruchów i… 
-O tak…- mruczałem czując jak przyśpiesza mi oddech i bicie serca, a czując, że zaraz dojdę wyjąłem w ostatniej chwili swojego penisa i trzymając Billa mocno za włosy spuściłem się mu na twarz głośno jęcząc i uśmiechając się przy tym. Spojrzałem na jego ubrudzoną twarz i mój uśmiech poszerzył się. Widziałem, jak drżącymi dłońmi wyciera z twarzy moje nasienie. Bez słowa przekręciłem go tyłem do siebie, a on nawet nie protestował i czekał na to aż zrobię swoje. Uniosłem ku górze tylko jeden kącik warg i zacząłem jeździć swoim penisem po jego rowku.
-Grzeczna suczka… Myślisz,  że to jak cię do tej pory posuwałem było wszystkim na co mnie stać? To nie była nawet połowa… Od dziś będziemy się świetnie bawić braciszku…  – zaśmiałem się kpiąco i pchnąłem biodrami wchodząc w niego tak mocno, że przesunął się trochę do przodu na łóżku.  Ponownie tej nocy do moich uszu dotarł krzyk jaki wydobył się z gardła Billa i łkanie. Bez siły opadł na łóżko i oparł czoło o pościel łkając coraz bardziej w kołdrę. Nie oszczędzałem go raz po raz pchając mocno, tak że przesuwał się po łóżku przez co łkanie co chwila przerywane było głośnym krzykiem wydobywającym się z jego krtani. Tak, to było dla mnie cudowne. Jęczałem z rozkoszy posuwając go coraz mocniej a widząc, że szczeniak ponownie traci przytomność, jęknąłem wychodząc z niego. Wziąłem go na ręce i poszedłem do łazienki. Był lekki jak piórko, więc trzymanie go nawet nie sprawiło mi trudu. Posadziłem go w kabinie prysznicowej i puściłem na niego lodowatą wodę, która zaczęła obijać się o jego ciało. Oprzytomniał od razu.
-Mówiłem już, że nie pozwolę Ci odlecieć… Nie przy mnie – wszedłem do niego po wcześniejszym zrzuceniu bluzy i koszuli, a zimna woda nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Pochyliłem się do niego i spojrzałem w jego oczy. Podniosłem jego głowę za brodę, a  widząc w jego oczach przerażenie uśmiechnąłem się. Podniósł się, ale jego nogi zadrżały i o mało nie upadł na kafelki. Złapałem go w ostatniej chwili .
-Jesteś cholernie dumnym gówniarzem wiesz? – podciągnąłem go do góry i zarzuciłem jego nogi na swoje biodra. Uśmiechnąłem się czując jak oplata mnie nimi i wszedłem w niego brutalnie od razu słysząc jego krzyk. Zaśmiałem się głośno trzymając go tylko jedną ręką za udo. Drugą złapałem za  jego członka i zacisnąłem na nim mocno palce sprawiając mu tym nie lada ból, który potwierdził przeraźliwym wrzaskiem. W tym samym momencie zacząłem posuwać go mocno, agresywnie i szybko. Poczułem, jak zaciska swoje długie palce na moim nadgarstku próbując odsunąć go od swojego penisa, pokrzykując co chwila od tego,  jak mocno go pieprzyłem. 
-Puść, słyszysz?! Puść! – wyjęczał głośno zanosząc się płaczem.
-Złam się w końcu, a będziesz ode mnie wolny… - wyszeptałem w jego ucho – Pomyśl o tym … nie będziesz czuł już bólu… - ale on na moje słowa oparł jedynie głowę o kafelki za sobą patrząc gdzieś w górę. Tak? Ścisnąłem mocniej jego penisa i w tym samym momencie mocno pchnąłem. Nie zamierzałem się poddawać, a on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Pchnąłem go jeszcze mocniej i zacisnąłem mocno palce na jego przyrodzeniu i wtedy poczułem na swoim nadgarstku jego paznokcie, a zaraz po tym usłyszałem głośny krzyk.
-Puszczę, jak powiesz to jedno pieprzone słowo…. Nie musisz mówić całego… - widząc, że nie zamierza się poddać puściłem jego penisa i zacząłem go ostro posuwać, obiema dłońmi rozszerzając jego pośladki. Pchałem go jak tanią sukę i nie zważałem już na to, czy gówniarz będzie prosić czy nie… Wystarczyłby tylko 3 pierwsze słowa i byłby wolny,  ale skoro tego nie chciał i wolał ból….
-Masochista…  - mruknąłem pchając go ostro i czując, jak jego pośladki ocierają się o mnie. Zamierzałem go pieprzyć aż zemdleje. Widziałem, że zaczyna odpływać. Jego oddech stał się płytki, a po chwili jego głowa oparła się o moje ramie.
-B-blag…am… T-Tom… ja… 
Kiedy zobaczyłem, jak jego ręce opadają bezwładnie wzdłuż ciała wyszedłem z niego i zakręciłem wodę. Złapałem go mocno i wyszedłem z kabiny zanosząc go do pokoju. Położyłem go na łóżku i dokładnie wytarłem jego ciało. Zanim jednak nakryłem go kołdrą dałem mu zastrzyk przeciwbólowy, strzykawkę wcześniej wyjąłem ze swoich spodni. Przygotowałem się idealnie na to spotkanie. Poszedłem do łazienki po swoje rzeczy i ubrałem się robiąc to samo ze spodniami. Usiadłem na krześle i spojrzałem na Billa spokojnie śpiącego w ciepłym już łóżku. Nie ugiął się prawie do końca i podziwiałem to w nim. Teraz jeszcze bardziej fascynowała mnie jego osoba. Siedziałem tak czekając aż wstanie i nie obchodziło mnie to ile zajmie to czasu po prostu czekałem z szerokim uśmiechem na ustach. Po jakimś czasie sam zasnąłem i obudziłem się dopiero wtedy,  kiedy usłyszałem, że porusza się na łóżku. Spojrzałem na niego widząc jak przygląda się nadgarstkom i westchnąłem cicho.
-Siniaki niedługo powinny zejść – powiedziałem cicho lecz na tyle głośno, żeby to usłyszał. Ziewnąłem rozciągając się na krześle i spojrzałem w okno wiedząc, że nie czuje bólu po zastrzyku jaki mu dałem. Słyszałem, że porusza się bo zdradzał go szum pościeli w którą był wręcz owinięty. 
-Zjeżdżaj stąd psycholu… wyjdź stąd i nigdy nie wracaj – usłyszałem zachrypnięty głos Billa. Uśmiechnąłem się kątem warg i spojrzałem na niego. Stał teraz po drugiej stronie łóżka w kącie pokoju.
-Jak zawsze cięty język… - pokręciłem głową i powoli wstałem z krzesła. Podszedłem do niego uśmiechając się i patrząc w jego oczy przepełnione złością i strachem. Przejechałem  palcem po jego policzku, a on od razu strzepnął moją dłoń i spojrzał na mnie ostrzegawczo wyglądając tak jakby chciał mi rzucić się do gardła.
-haha czuję, że będzie to zajebista zabawa… Braciszku…

Godfather:Odcinek 9


Miałem wzrok już wystarczająco przyzwyczajony do ciemności, dlatego doskonale wszystko widziałem. Najdrobniejszy szczegół tego pokoju, a blask księżyca wpadający przez duże okna tylko to ułatwiał. Zauważyłem, że zza kołdry, którą był przykryty Bill wystaje kawałek materiału. Spojrzałem na jego twarz i wtedy zrozumiałem. Miał mokre włosy, więc pewnie położył się tylko w ręczniku, po naszej kłótni jak tu wrócił. Dopiero teraz zacząłem przyglądać się tak uważnie jego twarzy. Cholera i on jest facetem? Przecież jest piękniejszy od nie jednej laski. Ukucnąłem przy jego łóżku , a moją uwagę przykuły jego pełne, rozchylone wargi. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem w stronę jego ust dłoń, by przesunąć opuszkiem palca po ich gładkiej, rozgrzanej, lekko wilgotnej skórze. On na ten dotyk uśmiechnął się, a ja zabrałem dłoń. Zabawne… bez makijażu wygląda sto razy lepiej. Nachyliłem się nad jego twarzą, podpierając się dłońmi łóżka i złożyłem delikatny pocałunek na jego ustach. Były takie miękkie i tak cholernie kusiły, że bez krępacji wsunąłem w ich wnętrze swój język. Smakowałem jego śliny i…. Bill raptownie oddał pocałunek, a ja odskoczyłem od niego jak oparzony przez co wylądowałem tyłkiem na podłodze. Wystraszyłem się? Ja? Kurwa, co jest ze mną nie tak?! Przyjrzałem się mu uważnie, ale… on spał! No kurwa nie wierzę! Oddał pocałunek przez sen?! Nie no, braciszka to ja mam udanego. Ponownie przybliżyłem się do niego, lecz tym razem bardziej ostrożnie. Znowu go całowałem i właśnie gdy przerwałem, usłyszałem jego zaspany i zaskoczony głos.
-T-Tom? – otworzyłem szeroko oczy i zauważyłem, że Bill już nie śpi. Wlepiał we mnie te swoje błyszczące oczy, które miał teraz szeroko otwarte. Wstałem szybko, dochodząc do siebie i spojrzałem na niego uśmiechając się cwanie.
-Tom! Co Ty przed chwilą zrobiłeś?! Przecież jestem facetem i TWOIM BRATEM! – uśmiechnąłem się cwanie, widząc jak naciąga na swoje drobne, nagie ciało puchatą aksamitną kołdrę.
-W-Wyjdź stąd! WYJDŹ TOM! – wydarł się na mnie, jakbym niby miał tego posłuchać. Prychnąłem cicho pod nosem i przewróciłem teatralnie oczami. Spojrzałem na niego unosząc jedną ze swoich gęstych, czarnych brwi i uśmiechnąłem się kątem warg. Zacząłem podchodzić do niego powolnym krokiem z rękami w swoich workowatych spodniach, bo po tym jak mnie zaskoczył to byłem prawie na środku pokoju. 
-Uważaj na kogo się drzesz to raz. Dwa, facet? Przecież Ty wyglądasz jak rasowa kobieta, a nie mężczyzna Bill. Brat? Też mi coś… Powiedź mi jedno I CO Z TEGO? - uśmiechnąłem się złośliwie,  widząc jak bije się z własnymi myślami. Z tym samym uśmiechem, który wręcz nie schodził z mojej twarzy, zacząłem podchodzić  do Billa coraz bardziej. Będąc już przy łóżku nachyliłem się nad nim i  złapałem mocno w dłoń jego drobny podbródek, uniosłem jego twarz do góry i zacząłem ją dokładnie oglądać. Uśmiechnąłem się ponownie,  w tym momencie patrząc mu prosto w bursztynowe, błyszczące oczy.
-Przestań! Gdybym wiedział, że mnie kochasz nie jak brata to bym został z rodzicami! – kiedy odtrącił moją rękę i zaczął rozcierać swój obolały podbródek uśmiechnąłem się cwanie i złapałem za jego drobny nadgarstek. Pociągnąłem go do siebie powodując tym samym, że wyszedł spod kołdry i stanął naprzeciwko mnie. Pchnąłem go przodem na ścianę i unieruchamiając jego nadgarstki nad głową naparłem swoim ciałem na jego. Był drobny, nagi i do tego zajebiście pachniał. Wkurwił mnie tym tekstem i teraz dam mu małą lekcję. 
-Tak? A gdzie teraz oni są co? Haha no właśnie! Świetnie pachniesz… a to Twoje ciało… Drobne i kościste cholernie kusi, a najbardziej Twoja jędrna dupa wiesz? – szepnąłem tuż przy jego małym, zgrabnym uchu, przez co mógł poczuć na delikatniej skórze szyi jak i uchu ciepło mojego wydechu. Uśmiechnąłem się po czym złapałem w swoje równe, białe zęby płatek uszny Billa i mocno zatopiłem je w nim pozostawiając duży, czerwony ślad. Nie ukrywajmy, nigdy nie siliłem się na jakąkolwiek delikatność. Przez chwilę poczułem, jak drobne ciało mojego seksownego braciszka drży, lecz szybko stara się on opanować reakcje swojego organizmu. 
-T-Tom co Ty robisz do cholery?! Jesteś pijany… Puszczaj mnie i przestań się wygłupiać! - zagroził mi  nieukrywanym jadowitym tonem. Nie mogłem dłużej wytrzymać z jego graniem na zwłokę i po prostu zaśmiałem się głośno przy jego uchu,  przejeżdżając po jego delikatnym policzku nosem.
-Przestań grać Bill. Muszę Cię w końcu uświadomić z kim masz do czynienia. Nie jestem już Twoim dawnym, kochanym braciszkiem. Tamten ja dawno umarł… Ale nie martw się. Zaraz pokażę Ci nowego siebie… - wyszeptałem w jego ucho swoim niskim, seksownym głosem. Patrzyłem na jego szyję uśmiechając się ciągle do siebie samego. Otarłem się o jego jędrne, nagie , delikatne pośladki swoim kroczem. Pomimo,  że miałem cholernie luźne spodnie, bo o dwa numery za duże ,  łatwo było wyczuć mojego nabrzmiałego i gotowego do działania członka. Byłem cholernie podniecony, a on stojący przede mną calutki nagi tylko to potęgował. Muszę przyznać , że podniecał mnie bardziej niż nie jedna laska z balonami jak dzwony Zygmunta. Parsknąłem cicho pod nosem i złapałem drobne dłonie Billa, które następnie mocno wykręciłem na jego zmysłowych, prostych plecach,  które mogłyby zdobić nie jedną reklamę. W ten sposób nie miał możliwości wyrwania,  bo nawet najdrobniejszy ruch sprawiałby mu cholerny ból w całych ramionach. Przez krótki czas przyglądałem się tym pięknym plecom, lecz w końcu złapałem oba nadgarstki w jedną dłoń nadal mocno trzymając je na jego plecach. Wolną ręką rozpiąłem pasek swoich spodni przez co zsunęły się one na moje kostki. Zdjąłem też bokserki zsuwając je na uda, które przez to że były takie luźne poszły w ślad za spodniami i znalazły się na moich kostkach. Teraz ocierałem się o jego ciepłe pośladki swoim napiętym, sterczącym członkiem. Bill,  jak tylko poczuł mojego członka szarpnął się mocno, a ja pokręciłem tylko głową. Był aż tak bezmyślny? Przecież to przysparzało mu tylko bólu…
-Przestań i to już! Bo jak nie to pożałujesz tego! Słyszysz co mówię Tom?! - syknął jadowicie i zaczął wiercić się przede mną. Nie no,  jak to usłyszałem to walnąłem. Ten facet potrafił rozpieprzyć mi system jednym zdaniem i to w sekundę. Parsknąłem niepohamowywanym śmiechem i przybliżyłem swoje pełne, malinowe wargi do jego zaczerwienionego od wcześniejszego ugryzienia ucha.
-Pożałuję? Ty wiesz do kogo to mówisz b-r-a-c-i-s-z-k-u? Wybacz, ale Twoje groźby ani troszkę nie robią na mnie żadnego wrażenia. Poza tym co mi zrobi taki kościotrup jak Ty? Nic! Nie dasz mi rady Billusiu – zaśmiałem się ironicznie i poczułem, jak Bill cały sztywnieje. Nie bałem się nikogo i niczego. Poczułem,  jak ciało Billa  znowu zaczyna drżeć,  a on sam stara się odsunąć ode mnie, a raczej mojego sprzętu,  jak najdalej. Ale to było niemożliwe, ponieważ przylegał do ściany całym swoim drobnym, kruchym, bladym ciałkiem.
-Tom Ty kurwa zwariowałeś! Słyszysz?! Jestem Twoim bratem do jasnej cholery! 
-Dalej poproś,  a M-O-Ż-E cię puszczę – podkreśliłem słowo „może" i aby nadać temu znaczenia, wolną ręką rozchyliłem te jego kuszące pośladki nakierowując swojego nabrzmiałego członka na jego dziurkę, na którą od razu naparłem główka swojego penisa – No dalej… - wymruczałem w jego ucho. Usłyszałem śmiech brata ,  który tak jak przypuszczałem nie miał zamiaru prosić. Dla mnie lepiej będzie więcej zabawy. 
-Puść mnie w końcu, to przestaje mi się podobać! – mruknął pod nosem. Wiedziałem doskonale kiedy ktoś się boi i on do tych osób należał. 
-Nie zamierzasz prosić, co? – Zaśmiałem się rozsuwając jeszcze bardziej jego pośladki i wepchnąłem w jego ciasne, ciepłe wejście  tylko czubek swojego penisa. Właśnie wtedy stało się coś co mnie tak cholernie podnieca. Jego chude nogi zadrżały,  a z krtani wydobył się cichy krzyk, który był melodią dla moich uszu. Uśmiechnąłem się do siebie kiedy zobaczyłem jak tłumi w sobie kolejne krzyki jak i łzy. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo zdradzało go własne ciało. Zacząłem całować jego smukłą, delikatna szyję nie przejmując się tym, czy będzie on tego chciał czy też nie. Teraz ja tu rządziłem i brałem to na co miałem ochotę. Mruczałem cicho i specjalnie robiłem wszystko powoli, na wszelki wypadek gdyby gówniarz zmienił zdanie. Boże jaki on był ciasny, a to podniecało mnie jeszcze bardziej. Być może była to wina wielkości mojego przyrodzenia.. nie wiem. Widziałem jak wszystko utrzymywał w sobie, a tym wcześniejszym krzykiem dał mi znać, że nie jest wcale taki odporny na to co robiłem. Wchodziłem w jego ciasny tyłek coraz bardziej, jednak nadal powoli. Przygryzałem delikatną skórę jego szyi jak i ramię łagodząc na nich ból lizaniem zaczerwienionych śladów jakie po sobie pozostawiałem. Muszę przyznać, że ledwo się powstrzymywałem, aby nie zerżnąć go jak sukę, ale chciałem go podręczyć, co wydawało mi się o wiele bardziej zabawne. Czułem jak jego nogi odmawiały mu posłuszeństwa a ciało z każdą sekundą zaczynało coraz bardziej wiotczeć. Jednak było widać  czarno na białym, że skurczybyk nie zamierza się poddać… hm… trudno.

Godfather:Odcinek 8


Wróciliśmy do domu w miarę szybko. Tym razem Bill trzymał się mnie non stop. W końcu zrozumiał. Po ciężkim dniu, a raczej nocy pokazałem mu jego pokój i oboje poszliśmy spać.
(...)
Po kilku dniach Bill zaczął się przyzwyczajać do domu i poznawać go pomieszczenie po pomieszczeniu. Ja oczywiście raz byłem w domu, to mnie znowu nie było. Dałem mu instrukcję, aby nie wychodził z domu, bo może skończyć gorzej niż ostatnio. Właśnie jednego wieczora siedzieliśmy razem w pokoju gdzie miałem pełno książek. Czytałem jedną z nich, a on siedział na krześle. 
-Tom, właśnie... Dzwoniła wczoraj tutaj mama... - Spojrzałem na niego z mordem znad książki.
-Rozmawiałeś z nią?
-T-tak... ale... - normalnie poczułem jak zawrzała we mnie krew. Podszedłem do niego i z całej siły kopnąłem krzesło, na którym siedział. Krzesło się przewróciło, a on upadł plecami na podłogę. Usiadłem zaraz na jego płaskim brzuchu i złapałem go za gardło zaciskając na nim swoją dłoń, a ten leży nawet się nie ruszając.
-Co jest? Poddajesz się bez walki? -wpatruję się w niego z mordem w oczach. Otworzył jedno oko i spojrzał nim na mnie stękając cicho.
-Przecież nie mam szans.
-Szybko dajesz za wygraną, nie zależy Ci na życiu?
-Nie żartuj.
-Nigdy bym Cię nie zabił. To sobie ubzdurałeś?
-Tak... - skurwysyn zaskoczył mnie tym tekstem. Dobrze wie, jak bardzo nienawidzę naszych starych, a teraz jeszcze ten tekst. Zaśmiałem się i zabrałem rękę z jego szyi. Ze spodni szybkim ruchem wyjąłem nóż i przyłożyłem pod jego podbródek ostrze noża. Otworzył szeroko oczy, najwyraźniej zaskoczony.
-Nie bądź taki przemądrzały. Nie po to uratowałem Ci życie. Siedź spokojnie na tyłku i grzecznie czekaj. - powiedziałem przepełnionym grozą głosem i patrzyłem zimnymi niczym lód oczami w jego tęczówki.
-Czekać? Na co? - wbiłem mocniej nóż w jego skórę, aż popłynęła strużka jasnej krwi.
-Na to, aż załatwię to co wiecznie staje nam na przeszkodzie - nie wiem czy załapał o co mi chodziło, a miałem na myśli pozbycie się staruszków. W końcu mieli się z nami nie kontaktować. Jakim cudem w ogóle znaleźli mój domowy numer? Pierdole usunąć muszę to gówno. Zabrałem nóż i palcem starłem z jego skóry krew.
-To Twoja krew. Chyba ostatnio wystarczająco jej straciłeś co? - podparłem się jedną rękę o podłogę koło jego głowy i schowałem nóż. Właśnie wstawałem, kiedy złapał mnie za nadgarstek, czym mnie całkowicie zaskoczył.
-Dlaczego tak bardzo nienawidzisz rodziców? Dobra, ojciec zrobił wiele złego, ale matka? - patrzył prosto w moje oczy pewnym siebie spojrzeniem. Wyrwałem z jego uścisku swoją rękę i wstałem szybko, chowając od razu dłonie w kieszenie w swoich luźnych spodni.
-Tom! - nic nie mówić odwróciłem się od niego i ruszyłem do wyjścia z pokoju, mając zamiar iść do siebie na górę. Zatrzymałem się jednak i spojrzałem na niego przez ramię.
-Nadal tego nie pojmujesz? Stała i patrzyła jak nas bił! Bała się, żeby to ona nie oberwała! I to coś nazywasz matką?! Proszę Cię! - uklęknął na podłodze i patrzył na mnie.
-Ale to nie ona nas biła!
-Ale pozwalała na to! Ale widzę, że po części wiesz o czym mówię - wstał i przyjął bojową postawę, co mnie po części rozbawiło.
-Tak, ale to nasza matka. To nie ona Cię wyrzuciła prawda? - nic na to nie odpowiedziałem, tylko wyszedłem z pokoju i ruszyłem w stronę schodów.
-Chcesz to zrobić z zemsty? - wybiegł przede mnie i uniemożliwił mi wejście na schody. Naprawdę zaczynał mi działać na nerwy.
-Ja albo rodzice. Wybieraj. Kochasz ich i to widać, szczególnie matkę. Mnie ona napawa odrazą - odwróciłem się i teraz ruszyłem w stronę salonu.
-Dlaczego widzisz świat tylko w czerni i bieli? Miłość lub nienawiść. Przyjaciel lub wróg....
-Miłość i nienawiść, przyjaciel i wróg. To tak, jak Ty i ja. Nigdy tego nie da się połączyć.
-Nie prawda! Nigdy Cię nie opuszczę, nigdy nie będziesz mieć we mnie wroga!
-Po prostu chrzanisz od rzeczy... - warknąłem patrząc na niego z mordem w oczach.
-To moje postanowienie. - fuknąłem tylko i zostawiając go na schodach wszedłem do salonu. Od razu usiadłem na kanapie patrząc tępo w ciemny telewizor. Nagle stanął przede mną i poczułem na swojej szyi jego ciepłą dłoń. Przełknąłem ślinę, aż poruszyła się moja grdyka. 
-Nie kłóćmy się. Chcę być z Tobą nie z rodzicami. To Ciebie mi brakowało przez tyle lat. - zabrał rękę, a ja dalej siedziałem jak wryty. Cholera, każdy mięsień w moim ciele był sztywny jak głaz.
-Tom... - wtedy drgnąłem i spojrzałem na jego twarz - nadal nie rozumiem wielu rzeczy, ale jednego jestem pewien. Przeraźliwie boję się Ciebie stracić. Wiem to aż do bólu. -siedziałem patrząc na niego w szoku i rozchylonymi ustami. - nie potrafię znieść myśli, że mógłbym Cię na nowo utracić. Możesz ze mnie szydzić lub wyśmiewać, ale mówię prawdę. - zamknąłem usta i przymrużyłem oczy patrząc na jego sylwetkę. Kim on do cholery jest?! Poszedł w końcu na górę spać, a ja zostałem na dole w tych egipskich ciemnościach, myśląc tylko jednym. Nie potrafiłem uniknąć jego ataku. Położyłem dłoń w miejscu gdzie mnie dotknął, a w drugiej trzymając whisky przysunąłem butelkę do ust i wypiłem prawie jej połowę. Pozwoliłem by uderzył w mój punkt witalny. Zrobił to z taką łatwością. Czy to ja tak naprawdę nic nie rozumiem? Znowu przysunąłem do ust gwint butelki i tym razem wypiłem jej zawartość do dna. W sumie była to już druga, więc byłem już dobrze pijany. Odstawiłem butelkę na ławę, wstałem z kanapy, wszedłem na górę i stanąłem przed drzwiami do pokoju Billa. Pora to zmienić. Pokazać kim dla mnie jest i kto jest tu górą. Otworzyłem cicho drzwi i wszedłem do jego pokoju. Stanąłem nad jego łóżkiem i uśmiechnąłem się wrednie. Zabawimy się braciszku...

Godfather:Odcinek 7


-Myślałeś, że mały wyczyn będzie traktowany jako zaplata? - ponownie westchnąłem puszczając Billa i spojrzałem na trzech dryblasów z mordem w oczach.
-Och... Ten chłopak nie jest zły... - powiedział koleś z obleśną mordą idąc ze swoją eskortą w naszą stronę. Oczywiście mówił to do Billa.
-Zaoferuj nam jakąś usługę, a powiemy nawet... - zaczął ten jeden z jego kumpli i przybliżył dłoń do mojej twarzy. Wściekły odepchnąłem ją dłonią i wyjebałem mu z pięści. Obróciłem się w miejscu i z kopa załatwiłem tego ich szefa.
-Biegnij! - warknąłem do Billa i miałem nadzieję, że chociaż teraz mnie posłucha. Sam zacząłem biec i widząc go obok siebie, odetchnąłem z ulgą. Kurwa, nienawidzę tej dzielnicy. Tutaj nawet gliny boją się wchodzić, dlatego rządzi się ona swoimi prawami. 
-Skurczysyn! - usłyszałem za nam, ale nie oglądałem się za siebie.
-Cholera, czekaj! - no to świetnie, a wszystko przez tą jebaną dziwkę. Mówiłem tępakowi aby trzymał się mojej dupy to nie. A teraz mamy za dobą ogon. W końcu wbiegliśmy w jedną z ciemnych uliczek. Chyba udało nam się ich zgubić. Spojrzałem na Billa, a ten ledwo łapiąc oddech pochylił się do przodu, dłonie kładąc na kolanach. Świetnie, jeszcze do tego nie ma kondycji. 
-Tom, to jest świat, w którym żyłeś? - oparłem się o ścianę i spojrzałem na niego. Zaśmiałem się chowając dłonie w swoją obszerną bluzę.
-To dopiero początek.
-Ale nie jest aż tak źle prawda? Mogło być gorzej - spojrzał mi w oczy, a ja uśmiechnąłem się.
-Znowu mnie uratowałeś. Tak jak dawniej - uśmiechnął się do mnie z tym przesłodzonym wyrazem twarzy. Zaskoczył mnie i zrobiłem duże oczy. Jednak zaraz zmarszczyłem brwi i spojrzałem w bok.
-Uratowałem siebie - powiedziałem oschle i odszedłem do ściany - W każdym razie jesteśmy na miejscu -powiedziałem poznając miejsce i skinąłem głową na budynek przed nami, w którym w większości były potłuczone szyby. Bill spojrzał tam i już po chwili wchodziliśmy schodami na górę. Budynki w tej dzielnicy były naprawdę obskurne. Gorszych to ja w życiu nie widziałem i aż dziwię się sobie, że mogłem tu kiedyś mieszkać. 
-Ty brudzie moralny! - usłyszałem za drzwiami gdzie mieliśmy właśnie wejść. To była jakaś kobieta. Drzwi się otworzyły i stanęła w nich ładna, cycata i wkurzona laska. 
-Ślubu nie będzie! - trzasnęła drzwiami i mijając nas zeszła na dół. Weszliśmy do środka. Na kanapie leżał mój domniemany informator. W garniturze, lekko gruby i do tego oblech. No cóż, przychodziło mi spotykać gorszych.
-Jesteś Hugo? - zapytałem dalej stojąc luzacko ze schowanymi dłońmi w kieszeniach bluzy. Usiadł i spojrzał na nas - Były reporter Pilla. - powiedziałem ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.
-Kim wy jesteście? - zapytał dość  oschle mierząc wzrokiem to mnie, to Billa.  Po chwili wstał szybko robiąc wielkie oczy i cieszył michę, jakby zobaczył garniec złota.
-Michelle! - zmarszczyłem brwi, bo to oczywiście było do mnie. Bill spojrzał na mnie zdziwiony.
-Michelle? - nie odpowiedziałem mu, tylko uśmiechnąłem się cwanie unosząc jedną ze swoich gęstych brwi ku górze.
-hehe.. Znasz mnie?
-Jestem fanem. Wielkim fanem! - zaczął gestykulować i cieszyć się jak dziecko. - Pewnego razu widziałem jak grasz... - podszedł do nas i zrobił minę... Coś na obraz szacunku i uznania. - To było wspaniałe! Ale dlaczego tu jesteś? - kurwa... jak ja nienawidzę pytań. Maja twarz była bez jakichkolwiek emocji. Wtedy koło mojego ucha znalazła się twarz Billa i wcale nie szepnął, a wręcz wydarł mi się do ucha.
-Tom, to teraz Twoje imię to Michellle?! - spojrzałem na niego przekręcając głowę w bok.
-Psiakrew, nie! To mój pseudonim. Zresztą stary... - zrobił wielkie oczy, patrząc na mnie jak na jakiegoś ducha.
-To znaczy, że jesteś akto... - położyłem mu dłoń na twarzy przez co zamknął oczy i nie skończył tego co chciał powiedzieć. Spojrzałem teraz na Hugo i zmierzyłem go swoim lodowatym spojrzeniem.
-Znasz tu prawie każdego, prawda?
-Czemu o to pytasz? - zmierzył nas podejrzliwym spojrzeniem , a ja uśmiechnąłem się do niego.
-Dziś ktoś wszedł na mój teren i postrzelił Billa. Sądzę, że możesz coś wiedzieć na ten temat - patrzył raz na mnie, to znowu na Billa. Po chwili wszedł na środek pokoju i wysunął z sufitu schody prowadzące na górę.
-Nie stójcie tak. Chodźcie za mną. Och, czego się napijecie? - zapytał wchodząc na górę. Weszliśmy za nim i powiem, że nieźle się tu urządził. Normalnie jak z wyższych sfer. Książki, alkohole, meble z dość drogich salonów. Zrobił Billowi i mi kawę i usiedliśmy na kanapie w tym jego ekskluzywnym schronie.
-No więc, wiesz coś?
-Słyszałem, że ostatnio nieźle pobiłeś typków pod klubem... Chyba nie wiesz, że nie byli już zwykłymi wolnymi strzelcami co? Przyłączyli się do Dragona.
-Dragona?
-Tak. Sądzę, że to oni zrobili odwet za to, jak potraktowałeś ich pod klubem. Poza tym wiesz jakie jest prawo ulicy. Lepiej zaatakować w kogoś bliskiego niż w Ciebie.
-Tak... Znam to bardzo dobrze... - uśmiechnąłem się patrząc na niego. - Chyba musiałeś porzucić wiele przekonań, aby żyć w rozpuście - zaśmiałem się opierając łokieć o oparcie za sobą- Podobnie jak miasto - warknąłem. 
-Michelle! Byłem Twoim wielkim fanem! - warknął patrząc na mnie wściekły.
-Czas przeszły? - zapytałem niby to przejęty.
-Przestałem - mruknął i usiadł z lampką wina w dłoni na przeciwko nas. - Nigdy nie myślałem, że wrócisz jako arogancki buc - zaśmiałem się i zaraz uśmiechnąłem się zadziornie.
-Nie zmocz swoich spodni szefie... Wystarczy spojrzeć na Twoją wypasioną chatę - rozejrzałem się i oparłem teraz łokcie o swoje kolana, puszczając dłonie luźno pomiędzy nogami i uśmiechnąłem się wrednie. - Wysyłasz dziewczyny do urzędów miasta - Bill spojrzał na mnie, a tamten zrobił zdziwioną minę. No co, nie chodzę nigdzie, jak nie zdobędę potrzebnych informacji.
-Ann Ci powiedziała?
-Masz nosa do biznesu - zarzuciłem znowu ramię na oparcie kanapy i uśmiechnąłem się złośliwie. -Ludzie ograniczeni przez życie w bogatych dzielnicach zobowiązani są opierać się na publikacjach gazet i tego co pokażą im w TV przez co w rezultacie żyjesz w luksusie - uśmiechnął się do mnie perfidnie.
-Zainteresowany połączeniem sił? - zaśmiałem się patrząc mu w oczy po tym jego pytaniu.
-Wybacz, ale nie jestem zainteresowany zdobywaniem dziewczyn.
-Nie o to mi chodziło. Klienci staliby w kolejce, aby Cię mieć. - usłyszałem jak Bill wstrzymał oddech, ale zlałem to. Spojrzałem na gostka spod byka uśmiechając się jednym kącikiem ust.
-Chcesz, żebym sprzedawał swoje ciało?
-Ich zapotrzebowanie nie zna granic, za tą pracę dostaniesz więcej niż za dragi, czy aktorstwo - spodobała mi się ta gra słów. Dalej uśmiechałem się do niego.
-Jesteś szalony? Zbyt duża ilość alkoholu wyniszcza Twoje szare komórki? 
-Przestań grać. Jesteś tak samo zły, jak ja. Nie musisz grać skromnego.
-Zamknij się! - to był Bill. Wydarł się tak raptownie, że i mnie zaskoczył. Rzucił pustym już kubkiem po kawie w  twarz faceta i przebiegł  po ławie dzielącej nas z facetem i rzucił się na niego. Złapał go za koszulę i zaczął tak mocno nią ściskać, że facet zaczął się dusić. Pierwszy raz widziałem go tak wściekłego. 
-Jak możesz mówić takie wulgarne rzeczy?! Nie masz wstydu?! Przeproś! Przeproś go! - darł się na niego i nawet na chwilę nie puszczał uścisku.
-P-przepraszam... M-myliłem się... 
-Przeproś Toma! - krzyknął mocniej ściskając jego koszulę. Podbiegłem do niego i odciągnąłem go od Huga.
-Wystarczy Bill. Zabijesz go! Bill! - cały drżał ze złości i dopiero teraz przekonałem się ile on może mieć siły - Ej, Bill! Co jest Bill? - uspokoił się, więc go puściłem. Odwrócił się do mnie przodem - Co Cię tak wkurzyło?
-Głupi! - wydarł się na mnie, czym mnie zaskoczył. - On Cię obraził! Powiedział te wszystkie niemiłe rzeczy. Dlaczego nie jesteś zły? Głupi... - zaczął płakać, co w ogóle zbiło mnie z tropu. - Jestem naprawdę upokorzony... - szepnął i patrzyłem na niego, aż w końcu położyłem dłoń na jego ramieniu.
-Bill, nie powinieneś wylewać łez za kogoś innego. Powinieneś płakać i walczyć tylko dla własnego dobra... Wystarczy... Chodźmy do domu - poklepałem go po ramieniu, a on przetarł oczy.

Godfather:Odcinek 6


-Tak, masz rację Godfather, z Tobą wygramy na pewno. 
-Dobra Alex... Idź i zbierz chłopaków i czekajcie na znak ode mnie ok? - uśmiechnąłem się do niego i gdy wstał, zrobiłem to samo. Odprowadziłem go do drzwi wejściowych, które od razu po jego wyjściu, przekręciłem na zamek. Westchnąłem pod nosem i udałem się schodami na górę do Billa. Powitanie to on miał niezłe, tego nie da się ukryć. Usiadłem na krześle przy jego łóżku i przymknąłem na chwile oczy, odrzucając do tyłu głowę. Cholera, co mogło stać się na tym jebanym podwórku?! Jakby w odpowiedzi na swoje pytanie usłyszałem mruknięcie Billa i spojrzałem na niego.Powoli się budził i chyba w końcu dowiem się, co tam zaszło. Marszczył te swoje gęste, czarne brwi aż w końcu otworzył oczy i spojrzał na mnie. 
-T-Tom! - wrzasnął i usiadł na łóżku, łapiąc się od razu za swoje zabandażowane ramię.
-Jestem tu. Wyjąłem kulę i podałem Ci środki przeciwbólowe. A teraz powiedź mi do cholery, co tam się stało! - wpatrywałem się w niego oczekując odpowiedzi, a do tego ja nienawidziłem czekać. Bill spojrzał przed siebie, jedną dłoń kładąc na nogach ukrytych pod kołdrą.
-N-Nie wiem do końca. Wyszedłem po tą torbę, a potem usłyszałem pisk opon. Spojrzałem w tamtym kierunku.... - zamilkł na chwilę, ale widziałem, że było to dla niego cholernym przeżyciem - potem pamiętam broń, huk wystrzału i ból... - spojrzał na mnie - Tom przepraszam, ale nie widziałem kto strzelił, wysunęli tylko kawałek broni...
-Fuck...Nie przejmuj się tym dobrze? Załatwię to po swojemu - po tych słowach wstałem z krzesła i zacząłem powoli się ubierać.
-Po swojemu? Gdzie zamierzasz iść? - zmierzył mnie swoim kawowym wzrokiem, a ja spojrzałem na niego. Powoli wstawał z łóżka lekko się krzywiąc.
-Ej, a Ty dokąd? - mruknąłem unosząc jedną ze swoich brwi do góry.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. - mruknął wlepiając we mnie te swoje karmelowe spojrzenie. Kurwa, gdyby to nie mój brat, wykurwiłbym mu za ten tekst.
-Załatwić kilka rzeczy... A teraz odpowiadaj.
-Jak to załatwić? No idę z Tobą. Pewnie pakujesz się w nowe problemy, a ja samego Cię nie puszczę! -wstał z łóżka i wpatrywał się we mnie tym swoim wzrokiem. Zapomniałem już jakie to małe coś potrafi być uparte. Zaśmiałem się i spojrzałem prosto w jego oczy z brwią uniesioną ku górze.
-Idę do najgorszej dzielnicy jaka istnieje... Jesteś na to gotowy?
-Tak! - kurwa nawet tego nie przemyślał... A co mnie to kurwa.. 
-Tylko trzymaj się mojej dupy, bo mogą Ci sprzedać kulę w łeb od zwyczajnej zachcianki....
(...)
Po godzinie szliśmy najbardziej obskurną dzielnicą, jaka tylko była w tym mieście. Była tu zgnilizna, bród i bieda. Tutaj jak coś ze straganu zapierdolisz, to właściciel zaraz za Tobą leci strzelając. Trochę tu pobyłem po tym, jak ojciec mnie wypierdolił z domu. Nawet teraz strzelali, a ja szedłem w tym tłumie z dłońmi w kieszeni swojej obszernej bluzy.
-Tom!
-Hmm? - spojrzałem przez ramię, bo ten ćwiok oczywiście za mną nie nadążał. - Hmph... - spojrzałem przed siebie i niczym się nie przejmując szedłem dalej.
-Tom! - zatrzymałem się z boku i patrzyłem, jak obija się on o ludzi. A kazałem mu trzymać się mojej dupy. Zauważyłem, że jakaś kobieta go zawołała, a on oczywiście spojrzał w jej kierunku. 
-Chłopcze! - wciągnęła go w ślepą uliczkę, a ja westchnąłem kręcąc na boki głową. 
-Ej! C-czego chcesz? - podeszła do niego i zaczęła dotykać go po twarzy i włosach.
-Masz takie niezwykłe włosy, chłopcze... - uśmiechnęła się do niego - Powiedź, chcesz się nieco razem zabawić? 
-C-Co? - patrzył na nią jakby nie jarzył o co w ogóle go prosiła. Boże on na serio jest przykry. 
-Nieco zabawić? - przybliżyła się do niego i pocałowała go, a on odepchnął ją od siebie. Do tego potknął się o zwłoki leżące za nim i zaczął je przepraszać nim zorientował się, że ta kobieta na ziemi nie żyje. Kurwa i po chuja ja go tu brałem ze sobą? Pisnął i odskoczył od sztywnej baby po czym wstał z ziemi. Ta co go tu wciągnęła podeszła do niego od tyłu.
-Co jest strasznego we zwłokach? - przytuliła go od tyłu - A teraz wróćmy do... - kurwa nie mam czasu na te szopki.
-Przepraszam, ale mogłabyś mi go zwrócić? - zapytałem wchodząc do uliczki. Oboje odwrócili się do mnie jedno bardziej zaskoczone od drugiego. Uśmiechnąłem się do nich łobuzersko - On należy do mnie.
-Hmph nic dziwnego... - warknęła mijając Billa i ruszyła do mnie. - Ale jako zapłatę chcę pocałunek - złapałem ją za podbródek i wpiłem się w jej usta widząc jak Bill patrzy na mnie oniemiały. Przerwałem pocałunek i uśmiechnąłem się.
-Reszty nie trzeba. - odwróciłem się i ruszyłem przed siebie, a słysząc, że Bill nie idzie przymknąłem na sekundę oczy. - Ruszaj się! - podbiegł do mnie i trzymając się już mnie wlepiał we mnie te swoje tęczówki.
-Tom, kim była ta kobieta?
-Dziwką - odpowiedziałem bez emocji, ciągle patrząc i idąc przed siebie.
-Dziwką... - spuścił głowę i zmarszczył swoje gęste, czarne brwi. - Właśnie leżała tam martwa kobieta!
-Zapomnij o tym!
-Dlaczego? - Kurwa nie wytrzymałem i przyparłem go do muru jednego z obskurnych budynków.
-Ty naprawdę działasz mi na nerwy! Słuchaj... Wyjaśnię Ci coś. Tutaj nie ma nikogo, kto uratowałby Twój tyłek. Przestań zadawać pytania i naucz chronić samego siebie! - wydarłem się na niego z mordem w oczach, ściskając w dłoni fragment jego bluzy. Wpatrywał się we mnie  po czym spuścił głowę i zrobił smutną minę.
-Znalazłem Cię! - usłyszałem za sobą i westchnąłem pod nosem.

Godfather:Odcinek 5


Stał tak z tą spuszczoną łepetyną, a ja tylko uśmiechałem się pod nosem. Chyba znienawidziłem go już do tego stopnia, że widząc go w takim stanie czułem cholerną satysfakcję. No, ale jeszcze troszkę tu poudaję, żeby nabrał do mnie zaufania, a następnie uderzę w najczulszy jego punkt. 
-Bill mi też było ciężko i nawet nie zdajesz sobie sprawy przez co musiałem przejść... Ale nie gadajmy o tym dobra? Teraz jesteśmy razem i nic nas nie rozdzieli. Nie oddam Cię z powrotem rodzicom, słyszysz? - uśmiechnąłem się do niego z udawaną czułością, a on po tym jak spojrzał na mnie odwzajemnił ten uśmiech. Położyłem się na łóżku i przyjrzałem się dokładnie jego osobie.
-Bill może też się wykąp, a potem zaprowadzę Cię do Twojego pokoju co? - Zgiąłem nogę w kolanie tak, że było widać mi całe udo.
-A-Ale nie zabrałem torby z samochodu...
-Po co Ci torba? Owiniesz dupę ręcznikiem. Nie mów, że zrobiłeś się jeszcze bardziej pizdowaty niż byłeś - zaśmiałem się, ale widząc jego minę westchnąłem - Klucze masz na szafce przy drzwiach wejściowych.
Uśmiechnął się do mnie i wyszedł z pokoju. Podniosłem swoje dupsko z łóżka i podszedłem do wieży włączając jakąś ostrą muzę. W sumie to cały dom był tak skonstruowany, żeby wszystko było dźwiękoszczelne, okna, drzwi i mury. A to z dwóch prostych powodów. Pierwszym było to, że kochałem imprezować i grać po nocach na swojej gitarze elektrycznej, a nie chciałem mieć problemów z glinami których przez zakłócanie ciszy nocnej mógłby wezwać któryś z sąsiadów. Drugim powodem było oczywiście to czym zajmowałem się potajemnie - handel dragami i żywym towarem. Podśpiewywałem sobie machając przy tym tyłkiem i usłyszałem, że do pokoju wszedł Bill. Z bananem na mordzie odwróciłem się do niego, ale mój uśmieszek szybko zszedł z moich ust. Mój braciszek stał w wejściu do pokoju ujebany cały we krwi. Wszedł głębiej do pokoju, a ja zrobiłem krok w jego stronę.
-B-Bill co Ci się stało?! - wrzasnąłem, a on złapał się za ramię gdzie było najwięcej krwi będąc już bliżej mnie i zacisnął powieki zza których popłynęły bezbarwne łzy. Gołym okiem było widać, jak walczy ze sobą i z bólem jaki odczuwał. Zrobił krok w tył i uderzył plecami o regał z książkami.
-Bill co się do chuja stało?! - krzyknąłem podbiegając do niego i obserwowałem dokładnie każdy jego gest.
-M-Moje ramię! - płakał z bólu i dociskał mocno dłoń do ramienia. 
-Ramię? - spojrzałem na nie i szybko zabrałem jego dłoń. Rozerwałem bez problemu materiał jego koszulki i moim oczom ukazała się postrzałowa rana. Obejrzałem ją z obu stron i nie było wylotu kuli. Zapewne zatrzymała się ona na kości. Byłem tak zestresowany, że czułem już pot na swoim czole i karku. Cholera, co się tam do chuja stało?!
-Błagam Cię! Wyjmij mi to! - wił się z bólu i opadł powoli na podłogę. Widziałem jak mocno zaciska szczęki, a pot osadza się na jego czole. 
-Nie mam tu środków znieczulających! - Była to 100% prawda. Sam ich nie potrzebowałem i zawsze kule wyjmowałem na żywca.
-Nie trzeba! Szybko! - Cholera... Wybiegłem z pokoju i drewnianymi schodami zbiegłem na dół, kierując się do kuchni. Otworzyłem szafkę i złapałem w niej za rączkę walizeczki z potrzebnymi narzędziami. Wróciłem do pokoju i spojrzałem na Billa. Zaczął już lekko drżeć z bólu. Wziąłem go na ręce i muszę przyznać, że waży on chyba tyle co piórko i położyłem go na łóżku.
-Trzymaj się zaraz Ci to wyjmę... - martwiła mnie utrata krwi. Tracił jej sporą ilość, a ja nie mogłem zabrać go do szpitala, bo wezwą gliny... Szlag by to! Wyjąłem z walizki skalpel i zanurzyłem go w jego ranie. Bill zaczął krzyczeć na całe gardło z bólu i rzucać się po łóżku całkowicie uniemożliwiając mi moją robotę. Złapałem go za ręce i starałem się unieruchomić. Z jego oczu ciągle płynęły łzy, a ja doskonale widziałem, że z bólu prawie mdleje.
-T-Tom nie wytrzymam tego! Za bardzo boli! Mam dość! To gorsze od śmierci! -zamknął oczy i  teraz rozpłakał się na dobre, a we mnie się aż zagotowało. Ma żyć! Jeszcze nie pokazałem mu tego co miałem w planach.
-Weź się w garść! Chcesz doprowadzić matkę do załamania! - Wiedziałem w jakie punkty muszę uderzyć. - Nie wiesz jeszcze o tylu rzeczach!  Nie masz bladego pojęcia o seksie,  książkach i walce! Chcesz umrzeć nigdy tego nie poznając?! Bill! Otwórz oczy! - musiałem coś wymyślić nie? No dobra z tą śmiercią trochę przegiąłem pałę, ale to było jedyne co wpadło mi w tym momencie do głowy. Billowi ciągle powoli wypływały zza powiek łzy, lecz w końcu otworzył oczy.
-No, grzeczny chłopiec. Jestem z Ciebie dumny - uśmiechnąłem się i znowu wsunąłem w jego ranę skalpel, a on zacisnął mocno dłonie na pościeli. Krzyknął, lecz tym razem nie rzucał się już na łóżku i pozwolił mi robić swoje. Po zrobieniu odpowiedniego nacięcia wziąłem szczypce i wyjąłem z rany kulę. Odłożyłem ją na bok, na wcześniej przygotowany talerzyk z wodą, która od razu po zanurzeniu w niej kuli zmieniła barwę na czerwoną. Zauważyłem, że Bill odpłynął. Przemyłem mu ranę wacikiem zamoczonym w wodzie utlenionej, a następnie zszyłem ranę. Obandażowałem mu ramię i pozbierałem swoje rzeczy. Opuściłem na chwilę pokój kierując się do łazienki. Wróciłem z plastikową miseczką wypełnioną czystą wodą i wziąłem gazik. Usiadłem przy Billu i przemywałem gazikiem jego czoło by zbić temperaturę. Przy takim bólu była ona normalna. Miał płytki i spokojny oddech. Sięgnąłem po swój telefon i zadzwoniłem do Alexa, bo potrzebowałem jakiś środków znieczulających. Nie ukrywajmy, Bill to nie ja i na pewno nie wytrzyma tego bólu, który będzie mu towarzyszył przy przebudzeniu. Rozłączyłem się z Alexem i wszedłem do garderoby. Złapałem bokserki, które naciągnąłem na swój zgrabny tyłek i ostatni raz przed wyjściem z pokoju spojrzałem na śpiącego Billa. Po kilku minutach przyjechał Alex. Wpuściłem go do środka i poszliśmy do salonu.
-To środki o które prosiłeś... - zmierzył mnie wzrokiem - Ale po co Ci one?
-Postrzelili Billa, jak poszedł do auta po torbę - usiadłem na skórzanej, czarnej kanapie i spojrzałem na przyjaciela opierając łokcie na kolanach, a brodę o splecione razem dłonie.
-A-Ale jak to?! Na Twoim terenie?! 
-Właśnie... Coś mi tu nie gra... - spojrzałem przed siebie swoim lodowatym spojrzeniem, które nie jednego mogło zamienić w bryłę lodową, a moje brwi niemal stykały się ze sobą na środku mojego czoła.
-G-Godfather... Czy to oznacza... - zapytał niepewnie i opadł na kanapę obok mnie mierząc mnie wzrokiem.
-Tak Alex, to będzie wojna... Wojna w której wygramy my!

Godfather:Odcinek 4


-No co tak na mnie patrzysz? Wprowadzasz się do mnie, no chyba że nie chcesz - wyciągnąłem przed siebie otwarte duże dłonie. - To luz, w końcu nie widzieliśmy się przez 4 lata nie? - Tak idealny plan, zagrać na jego uczuciach.
-C-Chcę! Bardzo chcę Tom! - Wstał jak oparzony, podbiegł do mnie i rzucił mi się na szyję. No to teraz sobie będę mógł dotykać. Uśmiechnąłem się cwanie i przesunąłem swoimi dużymi dłoniami po jego smukłych plecach. Oderwał się ode mnie i pobiegł na górę, jak mniemam do swojego pokoju. Po kilku minutach zbiegł na dół z przewieszoną przez ramię, sportową torbą i podbiegł do mnie. 
-Jestem gotowy! - Był tak szczęśliwy, jak mały piesek. 
-Ok - spojrzałem na matkę - mam nadzieję, że ten skurwiel szybko zdechnie i będziesz mieć trochę życia dla siebie - po moich słowach stara się poryczała, a ja opuściłem dom idąc do samochodu. Bill spojrzał na matkę, ale nie podszedł do niej, jakby bał się, że znowu mu zniknę na kolejne 4 lata. 
-T-Tom! - wybiegł z domu do mnie, a ja właśnie otwierałem drzwi od strony kierowcy. Spojrzałem w jego oczy swoimi karmelowymi tęczówkami i zauważyłem, że jest na mnie wkurwiony. - No co? Chyba nie myślałeś, że jest mi ich żal? Nie po tym jak ojciec mnie wyjebał, a ona nie kiwnęła nawet palcem by mi pomóc. Poza tym nie pierwszy raz... - Zaśmiałem się głośno i wsiadłem do samochodu czekając aż on raczy ruszyć tą swoją chudą dupę i wejdzie w końcu do samochodu. Najpierw otworzył drzwi z tyłu i wrzucił swoją wypakowaną torbę,  a następnie powoli wsiadł do auta, zajmując miejsce pasażera obok mnie. Bez słowa przekręciłem kluczyk w stacyjce i opuściłem podjazd tego domu, ruszając w stronę swojej posiadłości. Miałem dość tego dnia. Papiery, potem idiota w klubie z którym i tak nie było mi dane pogadać, dwie kelnerki ujebały mi ciuchy, no i na deser...rodzinka. Jestem wytrzymałym facetem, ale nawet jak dla mnie było tego zbyt wiele i byłem po prostu padnięty. Marzył mi się ciepły prysznic i łóżko z moją kochaną satynową pościelą. Po kilku minutach staliśmy przed moją willą. Otworzyłem bramę na pilot i wjechałem na jej teren. Zatrzymałem samochód na podjeździe wykonanym z czerwonej kostki. Bill wysunął się nieco do przodu, by móc lepiej obserwować wszystko z przedniej szyby, a ja w tym czasie wyjąłem kluczyki ze stacyjki.
-T-Ty tu mieszkasz Tom?! - krzyknął i spojrzał na mnie swoimi szeroko otwartymi oczami. Uśmiechnąłem się z satysfakcją, że zrobiło to na nim aż takie wrażenie.
-Tak, witaj w mojej rzeczywistości Bill - uśmiechnąłem się do niego szeroko, po czym opuściłem samochód zamykając za sobą drzwi. On zrobił to samo szybko po mnie i nawet nie biorąc torby zaczął rozglądać się po moim ogromnym ogródku, który był cały w przepięknych kwiatach. Nacisnąłem pilot, a brama powoli zamknęła się. Odwróciłem się w stronę domu i podszedłem do drzwi wejściowych, otwierając je kluczykiem.
-Panienki przodem - zaśmiałem się wpatrując w niego i zaprosiłem go do środka gestem dłoni. 
-Bardzo zabawne Tom! - strzelił mnie w ramię dłonią, co odczułem jak muśnięcie skrzydeł motyla. Oj braciszku ze mną to Ty nie miałbyś żadnych szans. Wszedłem za nim od razu przekręcając drzwi na zamek. Bill rozglądał się po wnętrzu z otwartymi ustami, jakby co najmniej zwiedzał muzeum. 
-Przyzwyczaisz się, w końcu od dziś to jest też Twój dom. Dobra, ja idę się wykąpać. Pójdziemy do mnie do pokoju i tam na mnie poczekasz, no chyba, że wolisz poczekać w salonie. - oparłem się bokiem ciała o framugę i czekałem na jego odpowiedź.
-Do Twojego pokoju? Tak, chcę zobaczyć jak wygląda! - Uśmiechnął się szeroko do mnie, mając jakieś dziwne iskierki w oczach. Nadal zachowywał się jak dziecko, a przecież ma już 22 lata. Pokręciłem na boki głową rozbawiony jego zachowaniem, a moje warkoczyki poruszyły się na moich ramionach. Weszliśmy po dużych, drewnianych schodach na górę i znaleźliśmy się na dużym korytarzu. Tam poprowadziłem go do swojego pokoju. Był pomalowany na bordowo, a przy oknie stało wielkie łóżko idealnie nakryte. Przy ścianach stało wiele regałów z książkami, w końcu polubiłem czytać i teraz w sumie to one były ozdobą mojego pokoju. 
-Dobra, to rozgość się, a ja idę wziąć szybki prysznic - po chwili zniknąłem za jedynymi drzwiami, które znajdowały się w pomieszczeniu. Podszedłem do kabiny prysznicowej i powoli  zsunąłem z siebie części garderoby. Kiedy zsunąłem swoje czarne, luźne bokserki na kostki, wyszedłem z materiału leżącego teraz na kafelkowej podłodze. Wszedłem do  kabiny prysznicowej wcześniej rozsuwając ruchome , szklane drzwiczki. Odkręciłem wodę ustawiając na odpowiednią dla siebie i przełączyłem jej strumień na deszczownicę. Stałem spokojnie, kiedy ciepłe krople wody zaczęły zalewać moje całe ciało. Odchyliłem do tyłu głowę pozwalając wodzie spływać po mojej twarzy. Przetarłem ją jedną dłonią i schyliłem się  po nawilżający żel pod prysznic. Nalałem dość sporą ilość na dłoń i dokładnie zacząłem myć swoje ciało. Dochodząc do wniosku,  że jestem już dokładnie umyty, spłukałem z siebie pianę i zakręciłem wodę, wychodząc z kabiny cały mokry. Podniosłem leżące na podłodze ciuchy i wrzuciłem je do wiklinowego kosza z brudami. Powoli podszedłem do dużego lustra i stojąc przed nim dokładnie przyjrzałem się swojemu lustrzanemu odbiciu. Miałem idealnie wyrzeźbione ciało po godzinach przesiadywania w siłowni, która znajdowała się w „podziemiach” mojego wielkiego domu. Pomimo, że moje ciało było pięknie umięśnione, zdobiły je przeróżnego rodzaju blizny, które nabyłem podczas walk jakie stoczyłem przez zostawioną już za sobą młodość. Uśmiechnąłem się do własnego odbicia i sięgnąłem z szafki puchaty, kremowy ręcznik. Wytarłem nim dokładnie ciało i zawiązałem szczelnie na biodrach. W dłoń złapałem drugi puchaty ręcznik tego samego koloru i nałożyłem go na głowę, Chciałem zobaczyć co robi Bill, więc otworzyłem cicho drzwi. Oglądał moje półki z książkami, więc uśmiechnąłem się i obserwowałem go uważnie. 
-Są tu same książki? - wtedy zauważyłem jak do pokoju wchodzi mój pies Rufu- Husky długowłosy. Zapiszczał cicho, a Bill podszedł do niego, a pies położył mu pod nogami książkę. Bill schylił się po nią i otworzył ją na miejscu gdzie była zaznaczona strona tasiemką. Rufus usiadł na przeciwko niego i szczeknął. Zawsze tak robił, bo kochał jak mu czytałem. 
-Chcesz, żebym Ci poczytał? - Pies tylko szczeknął w odpowiedzi i zamachał ogonem, a Bill przeniósł swoje karmelowe spojrzenie, na białe kartki z czarnymi literami.
-Ciągle ten sam zapach krwi! Wszystkie wonie Arabii nie obejmują tego zapachu z tej małej ręki! Och! Och! Och! Co to było za westchnienie! Ciężkież musi być brzemię na serc...- tak tu nie wytrzymałem i ujawniłem się.
-Twój monotonny styl czytania jest wręcz imponujący. Sam Magbet by się popłakał - powiedziałem z zadziornym uśmiechem stając już w pokoju do połowy nagi. Swoją jedną dłoń trzymałem na biodrze, a drugą położyłem na ręczniku, który znajdował się na mojej głowie. Bill spojrzał na mnie, a potem na Rufusa i pogłaskał go po łubie.
-Nazywasz się Magbet? - Myślałem, że nie dam rady i wybuchnę niekontrolowanym śmiechem, ale dałem radę. 
-To bohater tej książki - powiedziałem przechodząc koło niego i położyłem teraz obie dłonie na ręczniki, lekko pocierając go, a Bill zrobił zawstydzoną minę i zarumienił się na swoich zapadniętych policzkach. Muszę go częściej doprowadzać do takiego stanu. - O Szekspirze też nic nie słyszałeś? - zapytałem uśmiechając się wrednie i usiadłem na swoim wielkim łóżku.
-Zniechęcano nas do zagłębiania się w klasyczne utwory! - powiedział patrząc na mnie z nieukrywanym oburzeniem.Bill odłożył książkę na szklaną ławę i zastygł na chwilę wpatrując się przed siebie.
-Gdy byliśmy mali i Ciebie nie było w domu, mama często mi czytała - zaczął i spojrzał na mnie. Tego mi brakowało... Upierdliwego wspominania dawnych czasów. - Pamiętam opowieść o jaskółce i pomniku księcia stojącym w środku miasta.
-"Szczęśliwy książę" Oskar Wilde - Odpowiedziałem i wstałem z łóżka. Jak profesjonalny, teatralny aktor zacząłem grać odpowiednio do słów - Oddaj biednym mój rubin! Moje szafiry! Powlekające mnie złoto! - odpowiednio też igrałem ze swoim głosem, a Bill wpatrywał się we mnie jak oczarowany. Zacząłem śmiać się patrząc na niego i zarzuciłem swoje hebanowe warkoczyki na plecy - To opowieść o samozadowoleniu i hipokryzji, ludzi którzy nigdy nie zaznali prawdziwego cierpienia. Coś w Twoich klimatach - uśmiechnąłem się wrednie do niego i znowu usiadłem na łóżku. Bill zrobił smutną minę i spojrzał w bok. Muszę przyznać, że widok takiego wyrazu jego twarzy naprawdę mi się podobał.
-Myślisz Tom, że w ogóle nie cierpiałem, jak zniknąłeś i nie mogłem Cię znaleźć? - proszę Cię bo zaraz się popłaczę... haha! Braciszku Ty na serio nie wiesz, co Cię tu czeka co?