sobota, 19 maja 2012

Godfather:Odcinek 22


Spałem w najlepsze, kiedy obudziły mnie słowa tej suki.
-Tom! Co to ma być do kurwy za farba czy chuj wie co na moim dywanie w pokoju?! Dobra wiem, że lubisz mnie straszyć, ale to już przesada! Myślałem, że znowu mi coś zrobiłeś, ale starannie obejrzałem swoje ciało. Co to ma być?!
Zacisnąłem dłonie w  pięści i usiadłem na łóżku… Nadal  byłem cały we krwi… Spojrzałem na Billa z mordem w oczach.
-Farba kretynie?!
Wrzasnąłem krzywiąc się z bólu. No tak…  On miał wtedy zastrzyki, które mu podałem. Ja odczuwałem wszystko  ponownie, bo takich cudeniek tu nie miałem.
-Żadna farba sukinsynie! To moja krew! W-Wynoś się z mojego pokoju, bo nie ręczę za siebie!
W  końcu podniosłem się z łóżka i ledwo stojąc na nogach spojrzałem na niego spod byka.
-Uprzedzałem, że jak na mnie spojrzysz to Cię zapierdolę!
Miałem siny cały nadgarstek i dłoń po tym jak potraktował go wczoraj... Pełno śladów po ugryzieniach i siniaków, które zdobiły praktycznie całe moje ciało niczym tatuaże. Moje ramie było w opłakanym stanie przez pęknięty szew, a mój odbyt... Tak dziwię się, że nie dostałem zapaści przez to co w nim wczoraj robił! Na trzęsących się nogach podszedłem do niego, złapałem za bluzkę jaką miał na sobie i uniosłem. Było to okropnym błędem,  bo nogi nadal mi się trzęsły. Złapałem się za podbrzusze, na którym miałem wielkiego siniaka od wbijanego rogu od biurka. Trzęsło się całe moje ciało, tak słaby nie byłem jeszcze nigdy… Nawet jak do mnie strzelali, dźgali nożami, czy dawali łomot prętami byłem w lepszej kondycji niż teraz.  Widziałem, że był w całkowitym szoku i przyglądał się mi badawczo. Nagle poczułem na sobie jego łapy. Byłem na niego tak cholernie wściekły, a kiedy mnie dotykał miałem ochotę odepchnąć go z taką siłą, żeby wyleciał przez okno z mojego pokoju i wylądował na krzakach róż tuż pod nim. Ale... był wczoraj pijany,  dlatego pozwalałem dotykać się bo i tak nie miałem siły bronić się… Byłem jak bezbronne dziecko. Posadził mnie na łóżku, a ja spojrzałem na niego i skrzywiłem się bo siedzenie sprawiało mi nie lada problem…
-Wynoś się! Nie chcę na ciebie patrzeć suko! A tym bardziej nie chcę abyś patrzył na mnie!!
Zbladłem widząc jego uśmiech na ustach. Tak wredny, zadowolony i… zboczony uśmiech… Przeraził mnie. Tak, mnie Godfathera przeraziła suka. Moja własna dziwka miała teraz nade mną przewagę. Nie chciałem jednak tego pokazać. Mierząc go wściekłym, a przede wszystkim badawczym wzrokiem wstałem i podszedłem najpierw do krzesła stojącego przy biurku. Zacząłem szukać komórki, co nie wychodziło mi przez trzęsące się całe ciało. Chciałem zadzwonić do Connora, żeby przywiózł mi trzy zastrzyki… Jednak prawda jest taka, że chciałem ten telefon aby mieć pewność, że pomoc mam pod ręką… Ale… poddałem się opadając na kolana, które ugięły się pode mną i usiadłem  na podłodze. Nie byłem wstanie wystać 2 minut na nogach… Cholera! Usłyszałem, że Bill idzie w moją stronę. Spojrzałem na niego widząc na jego mordzie  szeroki uśmiech. Nachylając się nade mną sięgnął moje spodnie. Odnalazł w nich telefon i uśmiechnął się jeszcze bardziej.
-Tego szukałeś?
Wyciągnął w moją stronę dłoń, więc chciałem odebrać telefon… Ale on zaśmiał się głośno i odwróciwszy się do mnie plecami cisnął nim przez pokój. Moja własność zakończyła swoją podróż na ścianie i w kawałeczkach opadła na podłogę.
-Ty suko!! Zapłacisz mi za to!!
Wydarłem się i miałem już wstać, kiedy znowu jęknąłem z bólu przymykając jedno oko. Bill opierając dłonie na swoich biodrach odwrócił się do mnie.
-Wiesz braciszku… To śmieszne, bo właśnie przypomniałem sobie poprzednią noc…
Te słowa mnie sparaliżowały i spojrzałem na niego szybko. Jednak moja duma, którą chciał mi wczoraj odebrać odezwała się co rusz i zaśmiałem się.
-Tak i jak? Podobało się? Jeśli tak to będziesz musiał tylko to zapamiętać i dobrze wyryć w dyni, bo na tym koniec! A teraz wynoś się stąd!
Nie podobało mi się to. To nie tak do kurwy miało wyglądać! Cholera! Gdybym był tylko trochę bardziej silny… Ale po tym co było wczoraj było to niemożliwe! Bill ukucnął przede mną z szerokim uśmiechem.
-Wczoraj to raczej Ty…
Przybliżył swoje usta do mego ucha.
-..Byłeś moją suką Tom… i… spodobało mi się to!
Co proszę? Nie no on żartuje, prawda? Zacisnąłem szczęki i właśnie miałem uderzyć go z misia, kiedy wstał. Patrzyłem co robi. Podszedł do pozostałości po moim telefonie. Dostrzegłem to czego szukał!
-Nawet się nie waż!! Oddawaj ją!
-Ta karta mi się przyda… Nawet nie wiesz, jak bardzo braciszku. Poza tym muszę jakoś poinformować twoich wiernych kundli, że wyjeżdżasz na wczasy ze swoją dziwką…
Zaśmiał się i mijając mnie opuścił mój pokój. Wstałem jakoś i chciałem za nim pójść, kiedy drzwi od mojego własnego pokoju zatrzasnęły mi się przed nosem i usłyszałem szczęk przekręcanego zamka. Zamarłem i kopnąłem w drzwi.
-Ty wredna, parszywa kurwo!! Otwieraj!! ZAPIERDOLĘ CIĘ!!
Ponownie kopnąłem w drzwi, ale i tak nie usłyszałem nic za nimi. Fuck! Wróciłem na łóżko i trzymając się za brzuch, położyłem się na wyrze na boku. Byłem wściekły, wystraszony i obolały. Nie wiedziałem czego spodziewać się po tej kupie gówna. Po co były mu te numery?! Co on do cholery kombinuje?! Zamknąłem w końcu oczy i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Nie dane było mi pozbycie się tego uporczywego bólu, bo Bill mi to uniemożliwił pozbywając się mojej komórki. Nie wiem, być może chciał żeby czuł to co on… Chociaż z drugiej strony, czy ten niedojebany chłopataś w ogóle zdaje sobie sprawę, że jechał na morfinie jaką mu podałem? Pewnie nie…  Obudziłem się późno… Znaczy w sumie jak wróciłem do domu była noc, lecz teraz za oknem świtało. Chciałem wstać i sprawdzić, która może być godzina, ale ból przenikający przez całe moje ciało w ogóle na to nie pozwolił. Znowu zmorzył mnie sen i zamykając oczy ponownie zasnąłem…

*

Otworzyłem oczy i… Doznałem całkowitego szoku. Za oknem było ciemno. Przespałem cały dzień! Pytanie, czy ten kutas tu był… A może zamknął mnie spierdolił i tyle będzie po nim? Jakoś głęboko w środku czułem, że takie marzenia są tylko snem. Ból nieco zelżał, dlatego mogłem w końcu jasno myśleć. Usiadłem powoli i delikatnie na łóżko, przetarłem dłonią twarz i rozejrzałem się po pokoju. Właśnie! Boże jaki ja jestem głupi… Wstałem z wyrka i w lekkim rozkroku podszedłem do jednej z szafek znajdującej się w pokoju. Otworzyłem dolną szufladę i zacząłem ją przeszukiwać. Jest! Miałem rację. Na jej dnie, głęboko pod dokumentami odnalazłem zapasowy klucz od swojego pokoju. Wyjąłem go, ucałowałem i podszedłem drzwi. Wsunąłem kluczyk w zamek i przekręciłem. Nim jednak wyszedłem z pokoju, ubrałem się aby nie chodzić nago i wywiać jak najdalej z domu. To śmieszne, ale w takim stanie w jaki obecnie się znajdowałem, nie czułem się bezpiecznie we własnym domu. Ubrałem na bokserki luźne spodnie, na tors zarzuciłem dużych rozmiarów t-shirt. Ubrany po cichutku opuściłem pokój. Właśnie mijałem drzwi Billa, kiedy przypomniałem sobie o karcie… Nie, nie… Pokręciłem na boki głową. Godfather ty kutasie spierdalaj stąd póki możesz… Tak, właśnie takie myśli miałem, ale i tak zawsze działem wbrew sobie. Przysłuchiwałem się dość długo w panującej w domu ciszy, czy coś dzieje się za drzwiami… Ale nie było nic. Absolutna cisza. Może go nie ma, bądź tak naprawdę zamknął mnie, żeby spokojnie móc pospać? Wlazłem po cichu do pokoju. Było w nim ciemno... Czyżbym miał rację, że spał? Spojrzałem na ziemię i wtedy zauważyłem na niej dresowe spodnie, w których Bill był u mnie kilka godzin temu… Usłyszałem westchnięcie, ale pomyślałem, że to przez sen.
-Przyszedłeś do mnie się zabawić?
Podskoczyłem do góry słysząc ten głos. Spojrzałem na miejsce skąd dobiegał i zagryzłem wargę. Teraz nie liczyła się kłótnia czy ostra wymiana zdań. Nie miałem szans w tym stanie, a on pewnie się przebudził. Po prostu zmyję się stąd jak najszybciej i tyle.
-Nie, szukam po prostu karty. Potrzebuje morfiny... i nie wiem skąd przyszedł ci do głowy taki odjebany pomysł Bill..
Mruknąłem pod nosem dalej patrząc na spodnie. Tak, a miałem nie kłócić się z nim. Walnąłem się na czworaka i w tej pozycji zacząłem szukać spodni, które spuściłem z oczu po to by spojrzeć na Billa.
- Nie przeszkadzaj sobie, znajdę tylko kartę i spadam z twojego pokoju...
Podszedł do mnie i położył dłoń na moim karku.
-Skoro już tu jesteś, to co nam szkodzi? Odrobina przyjemności jeszcze nikogo nie zabiła.
Nie bardzo wiedziałem co się dzieje. Poczułem, jak skubie wargami płatek mojego ucha,  po czym zaczął go mocno ssać…  Dopiero gdy dotarły do mnie jego słowa, które potwierdził na moim uchu, zdrętwiałem. Czułem alkohol, a on z alkoholem kojarzył mi się z jednym…
-B-Bill...
Zamruczałem gardłowo, próbując opanować to co się działo w moim wnętrzu. Pomimo, że pił nie zmienia to faktu, że było przyjemne to co robił.
-Znowu piłeś... C-czemu?
Szepnąłem lekko drżącym głosem i spojrzałem kątem oka na jego profil. Mój wzrok już całkowicie przyzwyczaił się do panującej tu ciemności.
-Sranie w banie, wcale nie piłem. Ja smakowałem.
Mruknął jakby zdenerwowany,  klękając przede mną. Pociągnął mnie do siebie i zaczął przytulać do siebie jak pluszowego misia. Nie ruszałem się kiedy przytulał mnie do siebie, ale wiedziałem że w razie co spierdolę. Nie chciałem ani zrobić krzywdy jemu bo był pijany i nie zapamiętałby wymierzonej kary,  ani żeby on zrobił to samo mi co wtedy. Po chwili chyba mu się to znudziło, bo pochylił się i złożył kilka drobnych pocałunków na moich wargach. Czując te ciepłe, wilgotne usta na swoich, zamknąłem oczy i oddawałem każde jego muśnięcie.  Jego dłonie już błądziły po moich plecach i pośladkach ukrytych pod materiałem dżinsów i bokserek. Przesunął wargi na moje ucho i zagryzł je delikatnie. Zadrżałem, gdy mnie ugryzł i czułem, jak mocno zaczął mnie ściskać.
- Powiedz Tom, chcesz tego? Przyznaj się...pragniesz mnie…
Szeptał mi wprost do ucha, owiewając je ciepłym oddechem. Ramionami przyciskał mnie jeszcze mocniej do siebie, chyba żebym mu nie uciekł. Nie rozumiałem tego.. Dlaczego zawsze po alkoholu mnie chciał... tylko po nim... Bo jakoś na trzeźwo nie przejawiał takiego zainteresowania mną.
- T-Tak pragnę, a teraz idź spać.. jesteś pijany Bill...
Mówiąc to nie byłem już tego taki pewny. Nie był aż tak silny jak wtedy... czemu.. Czyżby rzeczywiście tylko „smakował”?
- Pragnę cię, jak nikogo innego... ale Ty to wiesz... Bo nie raz to ci demonstrowałem…  A teraz naprawdę, idź spać.
Zaplótł sobie mojego warkoczyka na palec i bawił się nim przyglądając się uważnie tej czynności. Po chwili uśmiechnął się nieco kpiąco… A ja odczułem jakiś niewytłumaczalny niepokój… Czemu?
-Nie będziesz mówił mi co mam robić. Nie chcę spać. Chcę ciebie. Mam na ciebie ochotę i mam zamiar wziąć sobie to, czego chcę.
Słysząc jego słowa chciałem już odpowiedzieć, ale naparł na mnie swoim ciałem tak, że oboje wylądowaliśmy na podłodze. On rzecz jasna wylądował na mnie, a ja skrzywiłem się z bólu. Wpił się wargami w moją szyję i zaczął przygryzać dość mocno jej skórę, by pozostawić tam ślad… Swój ślad, tak jakby chciał aby każdy wiedział, że należę tylko i wyłącznie do niego.  Jęknąłem głośno czując jego zęby na szyi, które raz za razem zatapiały się w niej dość mocno.
-N-Nie zrobiłbyś mi tego po raz dugi prawda? Powiedź, że nie...
Szepnąłem drżąc pod nim. Nie ze strachu lecz z tego co robił. Chciałem mieć pewność... a może raczej wiedzieć co odpowie… Czy rzeczywiście stał się on pierwszym człowiekiem w moim życiu, którego zacząłem się obawiać?
-Bill odpowiedź mi...
On jednak nie odpowiadał przez długą chwilę, ponieważ zajął się kompletnie moją zaczerwienioną już szyją, a konkretnie jej prawą stroną. A ja pojękiwałem lekko od bólu jaki zadawał mojej biednej szyi. Zaczął przygryzać mocno miejsce za moim uchem, gdzie również na pewno powstała sporych rozmiarów malinka. Oblizał wargi i uśmiechnął się lubieżnie, patrząc prosto w moje oczy.
-Nie stawiaj się, to oszczędzę ci bólu.
Odpowiedział cicho, a już po chwili wpił się w moje usta. Nie wierzyłem w to co usłyszałem. Czyli jednak ta suka zrobiłaby to jeszcze raz! Rozchylił  językiem moje wargi  i wtargnął do ich wnętrza, głaszcząc podniebienie jak i policzki językiem. Dłońmi podążył do skraju mojej koszulki, którą szybko podciągnął w górę. Długimi paznokciami zaczął drażnić moje sutki tak, by po chwili sterczały. Jęknąłem od jego dotyku jakim obdarzałeś w tym momencie moje sutki. A gdy na nowo mnie pocałował oddałem pocałunek, lecz kiedy udało mi się uwolnić spojrzałem w bok.
-Czym będzie się to różniło od gwałtu.. to jest szantaż...
Pokręciłem głową i zepchnąłem go z siebie. Nie miałem ochoty na seks, nie jak był w takim stanie. Wstałem patrząc na niego i ponownie pokręciłem głową.
-jesteś...
Nie dokończyłem machając ręką  zrezygnowany i ruszyłem do wyjścia z pokoju. Bill siedział na podłodze, unosząc jedną brew do góry, głowę przekręcił lekko w bok tak, że patrzył na mnie kątem oka, a usta ułożył  w niezadowolony "dzióbek".
-Czy ty mi właśnie odmówiłeś?
Zapytał podnosząc się z podłogi.
 -Tak właśnie to zrobiłem.
Warknąłem idąc przed siebie kiedy poczułem szarpnięcie, bo złapał mnie za ramię, odwrócił szybko w swoją stronę i popchnął na ścianę, do której przyparł mnie własnym ciałem. Przez tak raptowne zagranie z jego strony uderzyłem tyłem głowy o powierzchnię ściany. Zabolało.
-Czy jeszcze się nie nauczyłeś, że mi się nie odmawia?
Słysząc jego słowa chciałem odpyskować, ale nie zdążyłem, bo on tak po prostu spoliczkował mnie. Przekręciłem głowę w bok od siły uderzenia,  a w żyłach normalnie mi się gotowało. Drugą ręką już dawno przytrzymywał moje nadgarstki nad moją głową i patrzył mi wrogo w oczy. Szarpnąłem rękami, żeby wyswobodzić się ale znowu miał napływ tej jebanej sił, a to mnie przeraziło.
- P-Puszczaj mnie dupku!
Warknąłem agresywnie chcąc się uwolnić z tego stalowego uścisku.
- Słyszysz co mówię?  Puszczaj ale już!
Wrzasnąłem niskim głosem, patrząc na niego z mordem w oczach. Czułem jak piecze mnie polik od liścia, ale nie przejmowałem się nim.
-Bądź grzeczny, to może cię puszczę.
Warknął na mnie i przyparł mocniej do ściany. Zacisnął chude palce na moich nadgarstkach i wbił w nie pazury.
-Będziesz robił to, czego będę chciał?
Robił to co chcesz? Nie no gościu ciebie Bóg opuścił. Pokręciłem głową, krzywiąc się od wbijanych przez niego w moje nadgarstki paznokci. Znowu dostałem z liścia tym razem w drugi policzek.
-Zła odpowiedź kochanie, masz być posłuszny.
Wyszeptał lodowato. Jego głos w tym momencie mógł zamrozić nawet gorącą skałę wydobytą z wnętrza ziemi. Wsunął kolano pomiędzy moje uda i zmiażdżył nim moje przyrodzenie.
-Będziesz grzeczny?
 Słysząc jego słowa spojrzałem na niego spod byka wściekły.
-Niech Cię szlag...
Jęknąłem głośno czując co robi z moim przyrodzeniem. Poczułem ból w okolicach podbrzusza i zamknąłem oczy przygryzając dolną wargę. Poczułem muśnięcie na jednym z  zaczerwienionych policzków,  po czym znów w niego dostałem.
-Zła odpowiedź.
Wściekły znowu miałem zamiar stawić się, ale odwrócił mnie do siebie tyłem. Odpiął moje spodnie i opuścił je wraz z bokserkami do moich kolan. Przyparł mnie całym ciałem do ściany, a jego  przyrodzenie ukryte pod materiałem spodni ocierało się o moje nagie pośladki. Zadrżałem czując, jak ociera się o moje pośladki. W głowie huczało mi jedno: nie rób mi tego kolejny raz... Byłem jednak twardy i dumny, nie zamierzałem mu się dać. Położył głowę na moim ramieniu i przygryzł moją szyję. Znów zostawił w kolejnym miejscu malinkę.
-Powiedziałeś, że mnie pragniesz. Powiedz jak bardzo.
Szepnął jadowicie do mojego ucha i naparł na mnie jeszcze mocniej. Jego palce zakleszczyły się na moich nadgarstkach. Jęknąłem głośno czując na swojej szyi kolejne ugryzienie, po jego słowach wbiłem się bardziej w zimną powierzchnię ściany.
-P-Pragnę trzeźwego Billa, a nie pijaka...
Powiedziałem wrednie i zaśmiałem się głośno. Zacisnąłem szczęki czując jak miażdży mi nadgarstki po tym co powiedziałem.
- Powiedziałem już... Puszczaj mnie do cholery...
-W twoich snach.
Warknął kpiąco rozpinając swoje spodnie. Czułem już wcześniej jak cholernie jest podniecony i to przez materiał jego spodni plus bokserek. Opuścił nieco materiał od bokserek, tak wiedziałem to…
-Przyznałeś się, że pragniesz. Ślicznie. Tylko kto ci powiedział, że jestem pijany? To tylko kilka łyków, a ty od razu robisz ze mnie alkoholika.
Rozsunął moje pośladki i zaczął ocierać się główką penisa o mój odbyt. Zadrżałem cały od tego co robił. To nie może być prawda, nie zrobiłby mi tego na trzeźwo. Nie odważyłby się... Zacisnąłem dłonie w pięści i oparłem czoło o ścianę. Byliśmy bliźniakami, dlatego czułem, że on odczuwa jak drżę, a to jedynie dawało mu satysfakcję.
-No dalej, proś bym rżnął cię jak sukę, a może znów chcesz oglądać swoją krew?
Roześmiał się głośno i pchnął lekko biodrami przez co główka jego penisa znalazła się we mnie. Jęknąłem drżąc cały kiedy wszedł we mnie czubek jego członka. Od razu się spiąłem, a spięte mięśnie zacisnęły się na jego penisie.
-P-Przestań...
Szepnąłem czując, jak trzęsą mi się nogi. Nie zamierzałem błagać o rżnięcie bo nie chciałem seksu...A na pewno nie chciałem być rżnięty, a rżnąc jego…  Przed oczami miałem sytuację z tamtej nocy. Zadrżałem mocno i zagryzłem wargę. Wiedziałem, że dziś w tym pokoju dojdzie do tego samego co wtedy. Nie będę błagać o seks ani o to żeby przestał mi to robić… Dlatego zmierzało to w jednym kierunku.
-Chyba nie dosłyszałem, mówiłeś coś?
Nachylił się nade mną ,przez co wszedł we mnie głębiej.
-No dalej, mówiłeś coś suko?
Wyszeptał w moje ucho kpiącym tonem. Jęknąłem głośno, czując jak jego członek we mnie wchodzi.
-Sam jesteś suką... Jeżeli myślałeś, że ze mnie ją zrobisz myliłeś się... Nie będę się płaszczyć przed takim gównem jak Ty!
Przełożył moje ręce tak, by znajdował się na moich plecach. Schylił się nieco i zaczął sięgać coś z ziemi. Nie widziałem co, lecz gdy poczułem pasek chciałem się wyrwać, ale skutecznie mi to uniemożliwił. Szybko uwięził moje ręce na  plecach, przez co raz-miał wolne ręce, dwa-byłem w kropce, bo nie mogłem nic zrobić. Położył  jedną rękę na moim czole i odchylił moją głowę  bym położył ją na jego ramieniu. Drugą rękę położył na moim biodrze i wszedł we mnie kilka milimetrów głębiej.
-Masz mi coś do powiedzenia?
Zadrżałem raczej ze złości i obawy przed bólem. Wiedziałem, że tamte rany jeszcze do końca się nie zagoiły, a czekały mnie właśnie następne.
-Goń się !
Warknąłem na jego pytanie niczym wściekły pies i szarpnąłem się, jakby to niby miało mi pomóc w uwolnieniu się. Zsunął dłoń na moją szyję i zacisnął na niej palce, aż lekko mnie poddusił.
-Nauczę cię pokory....gówniarzu.
Warknął w moje ucho. Słysząc jego wściekły głos, wiedziałem co nastąpi dlatego zamknąłem oczy i mocno zagryzłem wargi. Bez skrupułów wszedł we mnie szybko i do końca. Wydałem z siebie zagłuszony jęk i zadrżałem. Bolało i to niemiłosiernie. Jęknął cicho w moje ucho i uśmiechnąłem się opierając skroń o mój policzek.
-Żebyś czuł teraz to co ja. Nawet nie wiesz jaki ciasny jesteś. Przyjemnie ciepły, w sam raz do rozpychania. Jakbym cię znów rozdziewiczał, wiesz?
W jego głosie można było wyczuć wyraźną satysfakcją
-Lepiej, żebyś mnie nie puszczał, bo zapierdolę cię szczylu!
Warknąłem i zaraz po tym jęknąłem głośno, bo zaczął szybko się we mnie poruszać, przez co do oczu napłynęły mi niekontrolowane łzy. Ponownie zagryzłem wargę i zadrżałem. Zagryzałem ją tak mocno, że w końcu przeciąłem ją i poczułem metaliczny smak w ustach. Głaskał palcami moją pogryzioną szyję, a jego skroń ocierała się o mój policzek przy każdym ruchu. Nie kontrolował się już, poruszał się coraz szybciej, coraz mocniej, tym samym wchodząc we mnie coraz głębiej i brutalniej. Położył rękę na moim brzuchu i przysunął mnie bliżej siebie, lecz nie odsuwał mnie zbytnio od ściany, byśmy chyba nie padli. Nie zwracał uwagi na moje pogróżki. Pchnął jeszcze mocniej przez co odbiłem się od ściany. Jeżeli myślałem, że to co mi wtedy robił było gorsze, myliłem się. Odezwały się wszystkie rany jakie zadał mi ostatnim razem, do tego jego ruchy... Wtedy doszedł szybko…  Nie wiem czemu, ale teraz czułem, że nie zrobi tego tak szybko. Czułem wszystko dwa razy mocniej niż ostatnio. Nie podobało mi się to, a od bólu było mi niedobrze. Poczułem, jak mnie dociska  do siebie, a jego ruchy są coraz bardziej brutalne. W głowie pulsowało mi jedno : przestań albo skończ już.. Tego pragnąłem w tym momencie najbardziej. Jęknąłem głośno puszczając wargi od kolejnego mocnego pchnięcia i poczułem jak obiłem się znowu o zimną, twardą ścianę. Drżałem już cały…  Nie wiedziałem też czy krwawię czy nie… Jednak miałem nadzieję, że nie… Puścił moją szyję i położył obie dłonie na moim brzuchu. Pociągnął nieco moje biodra w swoją stronę, tak że byłem zmuszony do pochylenia się, a jemu znacznie ułatwiło to wchodzenie we mnie. Bez krępacji pchał mnie jak tanią sukę, jak wynajętą na godzinę sukę, wiedząc że musi się szybko zaspokoić. Tu było trochę inaczej… Mnie miał dotąd, dopóki będzie tego chciał. Czułem, że właśnie tak myśli. Złapał mnie mocno za biodra i pchnął mocniej niż dotychczas by po chwili zacząć poruszać się dwa razy szybciej niż wcześniej. Pojękiwał nade mną z przyjemności. Oddychałem szybko przez nos starając się łapać powietrze. Jak dalej tak pójdzie to zrzygam się tu przed nim. Moje całe ciało drżało mimo mej woli. Nie chciałem, żeby cokolwiek zdradzało to jaki przeżywam w tej chwili ból. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa, kiedy zacząłeś mnie tak szybko i brutalnie posuwać. Nie chcę już.. przestań... proszę... to powtarzałem w myślach i właśnie wtedy ze mnie wyszedł. Zacząłem oddychać szybko przez usta. Zaczął ściągać z siebie spodnie i bokserki, ale zaraz złapał mnie za skrępowane ręce i pociągnął w stronę łóżka. Po drodze zgubiłem spodnie łącznie z bokserkami. Ułożył mnie na plecach, a raczej na rękach, które zaczęły mnie ciągnąć niesamowitym bólem. Widząc co chce zrobić, złączyłem mocno uda. Jednak były tak słabe, że z łatwością rozchylił je, uklęknął na łóżku i wszedł we mnie szybko i do końca. Jęknąłem głośno ponownie czując łzy w oczach i przekręciłem głowę w bok, żeby nie patrzeć na niego. Zaczynałem rozumieć tych których gwałciłem. Poruszałem się na łóżku w przód i tył kiedy mnie posuwał. Chciałem, żeby ten koszmar się skończył. Trącił koniuszkiem języka kącik warg i przyglądał mi się uważnie. Czułem na sobie jego głodny wzrok Dłonie zaciskał mocno na moich udach, nie puszczając ich ani na chwilę. Zamknąłem oczy czując, że łzy chcą wydostać się na zewnątrz. Nie zamierzałem na to pozwolić. Znowu zagryzłem obolałe już wargi i nie wydobywałem z siebie żadnych jęków. Poczułem, że lekko zwolnił i miałem nadzieję, że po prostu zmęczył się lub znudził tą zabawą.  Byłem w cholernym błędzie, bo nachylił się nade mną, tuż nad moim uchem i wyszeptał.
-Jedno słowo.
Wiedziałem o co chodziło. Chciał, żebym błagał o litość i o to by przestał. Wiedział, że zrozumiem przekaz, ale nie przestawał ruszać biodrami. Jego ruchy były słabsze, ale nadal szybie.  Miałem jeszcze strzępy dumy i nie dam mu się po prostu poniżyć przez błaganie o to by przestał. Choć tak bardzo chciałem się przełamać.
-P-P...Pierdol się.
Warknąłem i zadrżałem od razu. Bolało mnie już wszystko i miałem dość… Wiedziałem z czym wiąże się ta moja odpowiedź i przerażało mnie to. Jak na życzenie zaczął poruszać się w morderczym tempie, może nawet mocniej niż wtedy przy ścianie. Jęknąłem wyginając się pod nim. To tak cholernie bolało. Robił to kilka chwil, by w końcu znów zwolnić.
-Widzę że masz dość, mnie nie oszukasz. Zostawię cię, a ty popłaczesz się. Twoje łzy będą moczyć czerwone policzki, a ty będziesz zanosić się głośnym szlochem. Powiedz to jedno słowo, a zostawię cię...dam spokój.
Wyszeptał w moje ucho i polizał je delikatnie. Czekał  na moją odpowiedź, nie zmieniając tempa w którym się we mnie poruszał. Wiedziałem do czego zmierza. Nigdy mnie nie zeszmaci. Może mnie brać na 100 różnych sposobów, ale nie usłyszy tego jebanego jednego słowa. Spojrzałem na niego z mordem i bólem w oczach. Wiedziałem, że odgadnie co chciałem tym przekazać. Złapałem powietrze w płuca przygotowując się na kolejne tortury. Wiedziałem, że zaraz specjalnie zada mi ból. Wyprostował się i złapał w dłonie moje biodra, uniosł je nieco w górę i zaczął znów poruszać się tak samo szybko co poprzednio. Tym razem nie skończyło się na kilku ruchach. Miał zamiar zaspokoić się do końca. Tym razem ból był nie do wytrzymania, zrobiło mi się czarno przed oczami, a po polikach popłynęły w końcu łzy. Z mojego gardła wydobył się w końcu krzyk gdy powoli złączył moje uda i wszedł we mnie po same jądra. Już mnie tam nie piekło, bo paliło. Moje ciało nie drżało, a trzęsło się całe od mojej walki z samym sobą.
-Mała szmata.
Wysyczał przez zęby i w tym samym momencie doszedł w moim wnętrzu. Poruszał się jeszcze kilka chwil, by w końcu wyjść ze mnie. Wsunął pode mnie dłonie i odpiął pasek z moich nadgarstków. Gdy tylko to poczułem chciałem od razu uciec. Jednak ciało chciało czegoś innego - odpoczynku. Odsunął  się ode mnie i wstał z łóżka.
-Spieprzaj stąd.
 Słyszałem ten jego wredny głos i nawet nie był wstanie wyobrazić sobie, jak bardzo chciałem stąd spierdalać. Oprócz tego przekręciłem się na bok i po prostu zwymiotowałem na podłogę. Drżałem cały i było mi cholernie zimno. Stał jeszcze przez chwilę przyglądając się mojej zmaltretowanej postaci. Jego wzrok był zimny, przepełniony pustką i jakby cieniem satysfakcji. Straciłem przytomność, a gdy otworzyłem powoli oczy zobaczyłem, że jestem u siebie w pokoju. Skuliłem się w kłębek, bo nie miałem na sobie żadnego ciucha, a zakrywała mnie jedynie kołdra. Zobaczyłem nad sobą Billa. Czyli to on mnie tu przytaszczył. Spojrzałem na niego z ogromną nienawiścią w oczach i rzuciłem krótkie.
W... wypierdalaj stąd...
Mój głos był pusty, jakbym mówił zza grobu. Wiedziałem ile dla mnie zrobił, bo czułem iż nie mam na sobie krwi i mam obmytą twarz, ale nie byłem wstanie na niego patrzeć. Nie po tym, jak zostałem po raz drugi zgwałcony i to przez to chuchro... Ani po tym, jak mnie poniżył policzkując, wiążąc i wyzywając. Wiedziałem, że posłucha. Kiedy wyszedł od razu usnąłem… Wiedziałem, że był pijany i to tak samo jak wtedy.. Widziałem butelkę i nie było to kilka łyków… Jak tylko rano wstanę udam się do Alexa. Nigdy więcej nie wejdę do tego pokoju, chyba że z bronią palną bądź białą. Jak dojdę do siebie na pewno pokażę tej wywłoce, kto tu jest czyją suką. Miałem nim się nie dzielić. Ale teraz poużywa sobie, na moich oczach, na nim każdy mój pracownik a mam ich koło 30. Zgwałci go 30 mężczyzn, więc następnym razem pomyśli zanim podniesie na mnie rękę i fiuta! 

czwartek, 17 maja 2012

Ogłoszonka :D

Cóż... No więc tak... Po pierwsze: postaram się dodać nową notę jeszcze w tym tygodniu :) Po drugie: Serdecznie Was zapraszam na mojego drugiego bloga http://doontleavemealone.blogspot.com/ nie jest co prawda o takiej tematyce, ale może przypadnie Wam do gustu. Po trzecie: Dodam nowy odcinek jak będzie coś koło 7-10 komentarzy :D Bo jak nie liczyć kilku komentarzy LiaXD i moich odpowiedzi to do odcinka 21 jest 5 komentarzy... Widzę, że wchodzi Was tu trochę, ale większość nie komentuje. Dlatego jak będą komentarze tak jak napisałam to nowy odcinek się pojawi, bo moja wizja jest już przelewana w Worda :D
Pozdrawiam Was serdecznie :D

wtorek, 15 maja 2012

Godfather:Odcinek 21


Nie wierzyłem, że ten gówniarz to robi… Uśmiechnąłem się pod nosem i złapałem go mocno za szczupłe biodra. Poruszał nimi tak płynnie, że zacząłem zastanawiać się czy aby na pewno robi to po raz pierwszy. Mój penis zagłębiał się w nim po brzegi, wypełniając go całego. Nasze ciała ocierały się o siebie, a usta były połączone w dzikim, namiętnym pocałunku. Gdy tylko go przerwaliśmy Bill zaczął całować mnie na szyi, przygryzając przy tym jej skórę. Osobiście za próbę dominowania bym go odepchnął, ale wiedział co zrobić abym o tym całkowicie zapomniał.  Jego biodra przyśpieszyły, a ja przez tego typu zagranie odchyliłem bardziej głowę dając mu tym samym nieświadomy dostęp do mojej szyi.
-O tak… Jesteś zajebistą suką Bill! W końcu twoje kurestwo wyszło na zewnątrz!
Zaśmiałem się i spojrzałem na jego rumianą twarz. Zmierzył mnie zimnym, aczkolwiek przepełnionym rozkoszą wzrokiem.
-Wolę kurestwo od skurwysyństwa… Wiesz, to drugie jest twoją branżą, więc nie będę robić ci konkurencji.
-Ty mały…!
Złapałem go za czarne, długie włosy i szarpnąłem. Efektem tego było głośne jęknięcie Billa i grymas wykrzywiający jego twarzyczkę.
-Stałeś się bardzo pyskatą suką! Chcesz znowu dostać nauczkę ode mnie? Hę?!
Nie odzywał się i pomimo swojej zmiany, która były bardzo widoczna, w jego oczach zalśniły łzy. Cóż… dość mocno szarpałem za te jego zadbane kudły.
-Jak już mówiłem Tom… Takiego skurwysyna nie ma na całej planecie… Jesteś nawet większym skurwysynem niż nasz ojciec…
Spojrzał na mnie z nienawiścią bijącą z jego bursztynowych oczu i posłał mi wredny uśmieszek. Przegiął tym i to cholernie! Całe moje podniecenie chuj strzelił, a zastąpiło je wściekłość i chęć mordu. Jednym sprawnym, szybkim ruchem zrzuciłem Billa z siebie i wstałem. Patrzyłem na niego, jak na ściero i ofiarę. Było widać, jak bardzo jest przerażony, pomimo że starannie chciał to ukryć.
-Jesteś zbyt pyskatą suką, a takie trzeba wytresować!
Uderzyłem go z otwartej dłoni w twarz, aż siła uderzenia sprawiła, że upadł całym ciałem na podłogę.
-Wstawaj pizdo!
Warknąłem wściekle, złapałem go za kudły i podniosłem za nie do góry. Złapał mnie za ręką i spojrzał z bólem w moje oczy.
-D-dobra Tom… przegiąłem, ale puść moje włosy, a od razu ci to wynagrodzę.
Chce mnie skubaniec podejść. Ale… hmm… Mam świetny pomysł i załatwię go na swój własny sposób. Mierząc go nadal wściekłym spojrzeniem powoli puściłem jego włosy.
-Wynagrodzisz mi to? Dobrze. Klęknij przede mną i zamknij oczy.
Pocierając skórę na głowie powoli wykonał moje polecenie. Widziałem, że nie jest pewny tego co robi i prawidłowo. Od razu jak zamknął oczy, złapałem za swojego penisa. Co prawda był już lekko sflaczały, ale nie było to teraz istotne. Uśmiechnąłem się.
-Pod żadnym pozorem masz nie otwierać oczu… aż sam tego nie powiem inaczej wpierdolę ci za to co powiedziałaś wcześniej jasne?!
Pokiwał tylko głową. Jak słodko. Uśmiechnąłem się tak szeroko, że chyba ukazałem wszystkie swoje zadbane i zdrowe zęby. Uniosłem nieco wyżej swojego penisa i… O tak zrobiłem to. Odlałem się na Billa ciepłym moczem. Sikałem po jego twarzy i całym ciele. Dużo miałem w pęcherzu, więc nieźle się zabawię.
-Grzeczny chłopczyk… A teraz proszę otwórz szeroko usta… o tak właśnie tak…
Uśmiechnąłem się i zacząłem sikać mu do ust. Chyba nawet nie spodziewa się, że to co leje się na niego to moje szczyny.
-Połknij to i jak to zrobisz możesz otworzyć oczy.
Przestałem sikać, a on zrobił to co kazałem. Przyglądał mi się długo i pytająco aż w końcu zapytał.
-C-co to było Tom?
-Och… Chcesz wiedzieć? Już ci pokazuję…
Z uśmiechem zacząłem lać na nowo po jego twarzy, a on patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami. Zakrył usta i już chciał wstawać.
-O nie Billy. Nigdzie nie pójdziesz, a jak zwymiotujesz będziesz zlizywać to z podłogi! Dlatego jak wierna suka usiądziesz tu na podłodze, a ja będę patrzył jak mój mocz na tobie schnie. Oznaczony moimi szczynami będziesz tak chodził 2 dni.
Targały nim odruchy wymiotne, ale powstrzymywał się. Wiedział, że nie żartuję. Cały drżał z wściekłości, a mnie to bawiło. Stał się posłuszny i dziwkwaty… A to znaczyło, że spełnię swoje fantazje względem niego.  Wziąłem swój telefon i wystukałem smsa do jednego z ludzi na pewno zamówienie. Po przyjściu smsa zwrotnego napisałem tylko, że mam mieć to za 30 minut najpóźniej, bo jak nie to załatwię to po swojemu. Mi się nie odmawia i oni to wiedzą.
-Dobra wyschło już, więc teraz wstawaj. Idziemy do twojego pokoju.
Zrobił to, ale dalej drżał. Oj… biedactwo haha. Weszliśmy do pokoju, a ja kazałem położyć mu się na łóżku. Brzuchem do dołu i z rozłożonymi nogami oraz rękoma. Do jednego oparcia łóżka przywiązałem jego nadgarstki, a do drugiego nogi. Klepnąłem jego nagie pośladki i zaśmiałem się.
-Zaraz wracam. Do momentu aż nie powiem znowu masz mieć zamknięte oczy. Ale mogę od razu ci powiedzieć, że nie będzie to coś takiego jak u mnie w pokoju, więc bądź spokojny.
Zszedłem na dół, otworzyłem drzwi przed którymi stał facet od mojego zamówienia. Dostałem metalowy pręt zakończony napisem: Dziwka Godfathera.  Podszedłem do kominka w którym palił się ogień i włożyłem w niego metalowy pręt. Gdy napis zrobił się czerwony od gorąca, wyjąłem go przez szmatkę za rączkę i wróciłem do pokoju gdzie na łóżku leżał przywiązany Bill.
-T-Tom? Czuję jakby coś się paliło…
-To nic takiego…
Uśmiechnąłem się i bez mówienia mu nic, przyłożyłem rozgrzany do czerwoności napis do jednego z jego pośladków. Po domu rozszedł się przeraźliwy krzyk, jakby obierali Billa ze skóry. Potrzymałem chwilę pręt i zabrałem go po chwili. Teraz na pośladku Billa widniał krwisty napis: Dziwka Godfathera.  Spojrzałem na Billa. Twarz miał zalaną łzami, a z bólu stracił przytomność.  Uśmiechnąłem się i rozwiązałem go. Pozostawiłem go na łóżku i z prętem wyszedłem z pokoju. Po takim bólu będzie spał jakieś z 20 godzin. Jak rana się zagoi zrobię mu z tego tatuaż, w końcu tak bardzo je lubi. Poszedłem wziąć szybki prysznic i jak tylko skończyłem ubrałem się w czyste ubrania. Musiałem pozałatwiać parę spraw i wiedziałem, że zajmą one mi 2 dni. Wyjąłem kartkę i napisałem: Nie będzie mnie 2 dni dziwko. Jak wrócę masz być gotowa na jebanie do nieprzytomności. Korzystaj z całego domu, ale jeśli wejdziesz do podziemi to nie gwarantuję, że wyjdziesz z nich w jednym kawałku...Tom. Zostawiłem to w jego pokoju i opuściłem dom.


*

Wróciłem do domu dwa dni później. Miałem za dużo na głowie.. Ktoś sprzedał nasz towar i trzeba było go dorwać, jak zwykle debile nie potrafili poradzić sobie beze mnie. Poza tym musiałem zobaczyć jak pracuje siwy i jak trzyma się Alex. Wlazłem do domu późno w nocy. Cały dom pogrążony był w całkowitym mroku. Nie zapalałem sobie nawet światła. Wszedłem do swojego pokoju i uwaliłem się padnięty na łóżku. Cholera…  Zapomniałem zamknąć okna jak ostatnio stąd wychodziłem. Było kurwa tak zimno, że bez koszuli nie da się spać. Zdjąłem spodnie i poszedłem do swojej garderoby. Fuck! Zapomniałem, że koszule jeszcze są w pokoju Billa. Pomyślałem, że pewnie śpi więc wyszedłem od siebie i  po cichu wszedłem do jego pokoju. Podszedłem do garderoby.
-Gdzie jest ta koszula...
Powiedziałem cicho zagryzając dolną wargę. Nie chciałem obudzić Billa, bo pewnie chciałbym go przeruchać na drugą stronę a byłem padnięty. Po ciemnościach panujących w pokoju wywnioskowałem,  że śpi.
-Nie wchodzi się do czyjegoś pokoju bez pukania… Braciszku…
Podskoczyłem do góry gdy usłyszałem szept Billa. Odwróciłem się i zmarszczyłem brwi.
-Czego tu szukasz?
Warknął i wstał z łóżka. Szybko moje oczy znalazły w jego ręku butelkę z alkoholem, a jego chwiejny krok tylko potwierdził, że wypił już dużo.
-Ile wypiłeś? Szukam koszuli, a ty  wracaj do łóżka…
Powiedziałem krótko odwracając się do ciuchów i grzebiąc w nich.
- Połóż się i weź lepiej coś na kaca, bo jutro będziesz miał niezłego.. A ja nie zamierzam dawać ci taryfy ulgowej gówniarzu…
-Mogę wziąć ciebie?
Sposób w jaki to powiedział mnie zaskoczył. Wypowiedział to tak niewinnie, że aż mnie zatkało. Odwróciłem się do niego przodem i zauważyłem jak wypija do końca wódkę i rzuca butelką w kąt pokoju.
-Co?
-Może nawet będę delikatny…
Ruszył do mnie swoim chwiejnym krokiem.  Doszedł do mnie i ułożył swoje dłonie na moim torsie. Spojrzał w moje oczy i nachylił się do pocałunku, lecz zamiast to zrobić, poczułem jak skubie moją skórę na szyi.
-Jesteś pijany i śmierdzisz alkoholem…
Przekręciłem głowę i spojrzałem na niego. Chciałem go odepchnąć,  ale był tak  nalany i jeszcze jebnął by o coś… Poza tym nie miałem siły na szarpanie się z pijaną suką.
- Wezmę koszulę i... wyjdę stąd…
Zaśmiałem się chociaż czułem, że napiera na mnie coraz bardziej swoim ciałem.
-Zamknij się….
Burknął i przyparł mnie całym swoim ciałem do ściany. Spojrzałem na niego… Był zajebany! Wsunął mi kolano pomiędzy uda i docisnął je do moich jaj w ogóle nie przejmując się że to kurwa boli! Zaczął niedelikatnie podgryzać moją skórę. Na pewno mam teraz przez to pełno kurwa czerwonych śladów. Chciałem go właśnie odepchnąć kiedy mocno przygwoździł mnie do ściany. Jego przyspieszony gorący oddech obijał się o moją skórę
-Suko uspokój się…   Nie jesteś świadom tego co robisz.. A to może źle się do ciebie skończyć! Powiedziałem patrząc na Billa  z mordem w oczach i przez zaciśnięte zęby. Nie chciałem się z nim szarpać, choć muszę  przyznać,  że po alkoholu był  skurwiel cholernie silny.
- Chyba powiedziałem ci, że masz się zamknąć!
Krzyknął wprost w moją twarz, a zaraz po tym wpił się w moje usta. Zrobił to tak mocno, że uderzyłem tyłem głowy o ścianę i wydałem aż głośne stęknięcie. Właśnie miałem się wyrywać, ale złapał mnie jedną ręką za oba nadgarstki i uwięził je między naszymi ciałami, a drugą rękę wsunął w moje bokserki i złapał mojego członka w dłoń. Zacisnąłem mocno szczęki, bo zaczynał mnie wkurwiać i to nie na żarty. Szarpnąłem rękami i jęknąłem zaraz  głośno,  czując jego szybko poruszającą się dłoń po moim członku. Usta Billa znów naparły na moją szyję, którą przygryzał w miejscu tętnicy…
-Ah...
Jęknąłem,  bo zabolało mnie do tego ugryzienie, a do całości bardzo powstrzymywałem się by nie wykurwić mu z dyni.  
-P-Przeginasz mały!
Wyrwałem jedną dłoń i złapałem za jego nadgarstek, który znajdował się na moim członku.
-Powiedziałem połóż się!
Warknąłem mocniej zaciskając dłoń na jego przegubie i wcale nie siliłem się na jakąkolwiek delikatność.
-Jesteś pijany nie wiesz co robisz.. Dlatego potraktuję cię dziś ulgowo…
Mruknąłem starając się wyciągnąć tą cholerną jego dłoń z moich czarnych bokserek. Spojrzał w moje oczy i zacisnął mocno dłoń na moim  przyrodzeniu. Jęknąłem głośno, bo dość boleśnie mordował mojego penisa i serio zaczynało mnie to już wkurwiać. Chociaż raz chciałem pokazać dobre serce wobec tej suki, bo już dwa dni temu mu pokazałem co znaczy ze mną zadzierać, a on kurwa co odpierdala?! Znów zaczął poruszać dłonią, lecz tym razem szybciej i mocniej, co tylko potęgowało ten cholerny ból. Spojrzałem na niego z wściekłością w oczach. Oblizał wargi i nawet nie wiem kiedy, wpił się w moje usta. Przerwał pocałunek i zaśmiał się.
- Oczywiście, że wiem co robię Tom… Zaraz będę cię pieprzył jak tanią sukę… Bez skrupułów wejdę w ciebie i zrobię to tak mocno jak robiłeś to ty…
Usłyszałem szept  wprost w moje ucho i syknąłem, bo ten skurwiel ugryzł mnie tak mocno w ucho, że pewnie leciała mi krew. Zacząłem zgrzytać zębami przez to, jak mnie wyprowadził z równowagi. W głowie liczyłem do dziesięciu, aby chociaż w minimalnym stopniu się uspokoić i nie komentować. Wyciągnął rękę z moich bokserek, więc myślałem że w końcu chociaż trochę oprzytomniał… Jednak on szybkim ruchem odwrócił mnie do siebie tyłem przez co obiłem twarz o ścianę i ściągnął mi na uda bokserki. Pociągnął mnie za biodro tak, żebym wypiął pośladki w jego stronę. Robił to tak szybko, że aż mnie to zaskoczyło.
-Kusząca propozycja…
Szepnął nachylając się nad moim uchem, a po tym zaczął ocierać się kroczem o moje nagie pośladki  całując mój kark. Wtedy miara się przelała. Wkurwiłem się nie na żarty.
- Ty mała gnido.. Co zrobisz? Nie rozśmieszaj mnie! Nikt nie ma prawa tam mnie dotkać w żaden sposób!
Warknąłem i uderzyłem go z łokcia w brzuch. Usłyszałem, jak stęknął  i odwróciłem się do niego przodem. Naciągnąłem bokserki na dupę i odepchnąłem go od siebie z cholernie dużą siłą.
-Pogadamy,  jak będziesz trzeźwy… Tak, żebyś wszystko dobrze zapamiętał!
Warknąłem sucho i ruszyłem do wyjścia z tego cholernego pokoju,  pocierając sobie twarz,  którą obiła ta suka. Byłem wściekły,  że aż gotowało mi się w żyłach.
Kiedy byłem już przy drzwiach i trzymałem  dłoń na klamce, ten sukinsyn  złapał mnie mocno za warkocze!
- Puszczaj mnie kurwo!!
Zagrzmiałem i złapałem go za nadgarstki.  Sukinsyn zaczął mnie ciągnąć za sobą  aż do biurka,  jak nieoswojonego psa. Gdybym nie był tyłem do niego pewnie były w tej chwili martwy. Ale kurwa przyznać muszę, że pizda ma siłę po alkoholu jak nie jeden z moich osiłków. Przyparł mnie do blatu tak, że jego kant wbijał mi się w podbrzusze. Skrzywiłem się od tego, a wtedy ten kutas wygiął do tyłu moje ramię. Kurwa akurat miałem je zranione, bo koleś którego szukaliśmy wczoraj wbił mi w nie nóż! Przez tą ranę i to co z nią zrobił miałem czarno przed oczami. Moje bokserki ponownie wylądowały na moich udach, a do moich uszu dobiegł dźwięk rozsuwanych i ściąganych spodni.
-Wątpię bym posłuchał twoich próśb, ale zawsze możesz próbować….
Syknął nad moim uchem  i…  Wszedł  we mnie. Od razu jak tylko to zrobił opuściłem na blat głowę, a w oczy momentalnie napłynęły mi łzy. Nie zamierzałem prosić, błagać ani pokazywać, że coś mnie boli. Ale ból był cholerny, a ta kurwa zaczęła od razu pieprzyć mnie,  jak sukę - mocno i bez skrupułów, wchodząc we mnie prawie do samego końca. Zagryzłem mocno wargę i oparłem czoło o blat biurka. Ten skurwysyn trzymał mnie mocno, pewnie po to, żebym czasem się nie wyrwał lub go nie uderzył. Zaciskał mocno palce obu dłoni na moich wygiętych do tyłu rękach. Nie chciałbym być w jego skórze, jak tylko mnie puści. Zabiję go i rzucę świnią na pożarcie. Obijałem się o biurko z każdym jego mocnym pchnięciem. Ból był okropny, a z bólem w ramieniu sprawiał, że powoli zacząłem odpływać. Nie myślałem, czy to dobrze czy nie… W tym momencie w ogóle nie myślałem. Czułem, jak coś spływa mi po udach i domyśliłem się co… Skoro nie posuwał mnie nikt nigdy wcześniej, a o takiej brutalności już nie wspomnę, to zapewne była to moja krew. Zmniejszyła ona tarcie i było mu przez to dużo łatwiej we mnie wchodzić. Wsuwał się we mnie do końca i zaraz wychodził prawie cały. Puścił moje ręce, jakby  wiedząc że i tak nie dam rady zrobić mu teraz krzywdy.  Zacisnąłem dłonie w pięści. Miałem ochotę odwinąć się i pierdolnąć go tak, że nie wstałby przez tydzień, ale byłem na wpółprzytomny. Do tego w szwy w mojej ranie na ramieniu poszył i teraz nawet z ramienia sączyła mi się krew.  Złapał mnie za warkocze, wywołując tym stęknięcie z mych ust i pociągnął moją głowę w swoją stronę.
-Nie waż się zasnąć królewiczu, bo dotaszczę cię do łazienki i zrobię ci milusią pobudkę!
Poklepał mnie mocno po poliku aby rozbudzić. Pchnął mocniej i tym samym wszedł we mnie po same jądra. Jęknął  głucho w moje ucho i znów je przygryzł, dłonią złapał za biodro i posuwał równo, jak dziwkę.
- No dalej, krzycz suko.
Mruknął w moje ucho, a drugą, wolną ręką klepnął mnie mocno w pośladek. Nie wydawałem z siebie żadnego dźwięku,  choć ból zżerał mnie od środka i chciało mi się od niego rzygać. Moje ciało zadrżało mimowolnie kiedy pchał we mnie mocno. Zacisnąłem szczęki i pięści…
-W przeciwieństwie do Ciebie suko,  ja nie krzyczę...
Warknąłem i zaśmiałem się ironicznie do jego osoby.
-Ty jesteś pizdą ze słodkiej bajeczki,  a mnie wychowała ulica i nie jedno przeżyłem
Mruknąłem zachrypniętym głosem. Oddychałem coraz płyciej, ale nie chciałem mdleć. Nie zamierzałem dać mu takiej satysfakcji.
-Lepiej polej mnie czymś, bo odpływam!
Warknąłem i właśnie wtedy wpadłem na dobry pomysł. Przełożyłem rękę pod nogami i złapałem go mocno za jaja, dając mu tym samym niemożliwy ból.
-Odsuń się
Zagroziłem mocniej ściskając, co spowodowało, że mnie samego na myśl o tym bolało. Usłyszałem świst wciąganego nosem powietrza, a zaraz po tym… Gówniarz szybkim ruchem ręki złapał mnie za nadgarstek i wykręcił go tak, że w końcu usłyszeliśmy,  jak moja kość wyskakuje. Jęknąłem, gdy wystawił mi nadgarstek.  Na dodatek pociągnął mnie za tą rękę tak, że nachyliłem się bardziej nad biurkiem. Zadrżałem na całym ciele i zrobiło mi się niedobrze. Wiedziałem, że długo nie wytrzyma, a ja na ból byłem wytrzymały… Nawet ten duży.
-Nie mów mi co mam robić popaprańcu, bo skończysz jeszcze gorzej….
Wywarczał i pchnął mocniej tak, że znów przesunąłem się na biurku. Nie zamierzałem mu tego popuścić. Pchnął we mnie  dosłownie trzy razy, a później spuścił się zalewając mnie od środka gorącą spermą, oparł się klatką piersiową o moje plecy i uśmiechnął się kpiąco. Zabiję go jutro przysięgam! Odsunął  się ode mnie dopiero po chwili, jednak dłonie pozostawił na moich biodrach i trzymał mnie. Tak jakby zdawał sobie sprawę, że ledwo stoję.
-Zostajesz w tym pokoju? Czy mam cię wystawić za drzwi, gnoju?
Zapytał chamsko i złapał mnie ponownie tego wieczoru za warkoczyki, chyba tylko po to abym przypadkiem go nie uderzył. Pokój zapewne wyglądał teraz jakby ktoś kogoś tu zabił,  ale miałem to w dupie. Kiedy tylko puścił moją rękę…  Nastawiłem sobie nadgarstek,  głośno przy tym jęcząc. Nie popuszczę mu tego i miałem nadzieję,  że zdaje sobie z tego sprawę. Moje nogi drżały, ale nie zamierzałem go słuchać…  Pomimo bólu odwinąłem się i sprzedałem mu bombę prosto w mordę, być może nawet coś łamiąc. Oparłem się pośladkami o biurko szybko oddychając. Byłem praktycznie cały we krwi. Odbiłem się od biurka, ledwo stojąc na nogach i przytrzymałem się ściany.
-Nie waż się nawet jutro na mnie spojrzeć, bo Cię zapierdolę… Nie wróć… Lepiej szykuj się na śmierć! Powiedziałem ruszając powoli do wyjścia z pokoju. Nagle poczułem na swojej tali jego łapy. Zaprowadził mnie do drzwi, otworzył je i po wypchnięciu mnie z pokoju, zatrzasnął je mi przed nosem. Trzymając się za brzuch i utykając, jakoś dotarłem do pokoju. Nie miałem nawet siły, żeby udać się do łazienki i chociaż trochę zmyć z siebie tej krwi i... Pierdolonego DNA tego padalca! Boże ja na serio jak go dorwę w swoje łapy, to on na pewno nie wyjdzie z tego w jednym kawałku! Ułożyłem się na łóżku brzuchem do dołu i pomimo cholernego bólu zasnąłem niemalże od razu. 

Hmm...

Jak będzie troszkę więcej komentarzyków to dodam kolejną notę :D Bo jest już napisana :D:D

poniedziałek, 14 maja 2012

Godfather:Odcinek 20

Byłem głodny Billa i wiedziałem, ze jak go tylko dorwę w swoje niewyżyte łapy będzie biedny. Wierzę, że nie ucieknie, nie on. Jest zbyt wrażliwym gówniarzem i nie będzie chciał mieć matki na swoim sumieniu. Mam jedynie nadzieję, że ta stara kurwa mi nie zdechnie za szybko, bo jeszcze się o tym dowie ta moja suka i wtedy pewnie bez skrupułów spierdoli mi. Oczywiście, jego ucieczka nie byłaby zbyt łatwa, bo poruszyłbym każdy kawałek tej nędznej planety, tylko po to aby go dorwać i dać mu należytą nauczkę. Dałem w gaz i po kilku minutach byłem w domu. Pierwsze co chciałem zrobić, a raczej to co było zaraz po chęci przeruchania dupy mojego bliźniaczego braciszka, był prysznic. Wszedłem do swojego pokoju i od razu zrzuciłem z siebie ciuchy. Udałem się do łazienki na kojący prysznic i kiedy woda obmywała namydlone całe moje ciało usłyszałem, jak samochód podjeżdża pod dom. Szybko wyszedłem z kabiny, złapałem czarny ręcznik i owinąłem nim swoje biodra. Zszedłem na dół i udałem się do kuchni po to by wyjąć z lodówki sok pomarańczowy. Napiłem się z kartonu i właśnie wtedy do domu wszedł Bill z Connorem. Spojrzał tylko na mnie przestraszony i z torbami pełnymi zakupów uciekł na górę do swojego pokoju. Usłyszałem nawet głośne trzaśnięcie drzwiami. Definitywnie coś było nie tak. Z uniesioną ku górze brwią spojrzałem na Connora pytająco.
-Nie wiem, czy powinienem ci to mówić, bo wiem, jak chłopaka potraktujesz... To serio jest Twój brat?
-Owszem do tego bliźniak.
Nie spuszczałem wzroku z Connora i kiedy usłyszałem jego westchnięcie to wiedziałem, że już wygrałem.
-Godfather słuchaj... Bill chciał mnie przekupić, abym go puścił wolno... Chciał uwolnić się od ciebie i... Wszystko mi opowiedział. Jest wrażliwym chłopakiem i... Tom on naprawdę cierpi i...
Nie skończył bo moja otwarta dłoń wylądowała na ścianie obok jego głowy, wydając przy tym głośny dźwięk zderzenia ze ścianą. Spojrzałem z mordem w jego oczy, a moja twarz znajdowała się milimetry od jego.
-Connor, wiem że pomimo iż dla mnie pracujesz jesteś w środku dobrym człowiekiem, ale jeśli będziesz mówić mi co mam robić i do tego jak traktować Billa... To uwierz mi, że pomimo tego jak bardzo szanuję twoją osobę oraz to jak dobrym jesteś pracownikiem... Zniszczę cię, rozumiemy się?
Siedział cicho a jego długie, kasztanowe włosy opadły na twarz zasłaniając mu tym jedno z oczu. Uśmiechnąłem się, bo widziałem że zrozumiał, a jednoczenie sparaliżował go strach. Każdego pracownika miałem w garści i nigdy nie wahałem się przed zabiciem, zgwałceniem czy zrobieniem z osoby dziwki, a ten dobrze o tym wiedział. Odsunąłem palcem włosy z jego szyi i zacząłem delikatnie całować skórę na niej. Czułem, jak Connor zaczął drżeć.
-G-Godfater... z-zrozumiałem... Proszę...p-przestań...
Uśmiechnąłem się ponieważ Connor był tak jak Siwy heteroseksualny. Spojrzałem na jego dłonie. Były mocno zaciśnięte w pięści. Wiedział, że nie może mnie uderzyć... Zabawne... Ciekawe ile emocji musiał w sobie utrzymywać. Zaśmiałem się i odsunąłem od niego.
-Tylko droczyłem się z tobą, bo jeśli rozumiesz możesz być spokojny. Właśnie kupiłeś to o co cię prosiłem?
-T...Tak... T-tu są zakupy.
Ciągle drżąc podał mi rzeczy o jakie prosiłem.
-Dobrze możesz wracać do domu. Aaa właśnie. Jedziesz do Alexa prawda? Poinformuj go, że Siwy już złapany i dostał dobrą, mocną karę. Przekaż mu także, że dziś nie przyjdę jednak bo zamierzam poużywać swojej nowej zabaweczki, czyli Billa.
-Dobrze. W takim razie... Pa...
Wyszedł z domu, a ja przekręciłem za nim zamek w drzwiach. Miałem milusi pomysł na spędzenie całego wieczora i nocy ze swoim braciszkiem. Wszedłem na górę i udałem się do swojego pokoju. Connor był chyba tak zły i wystraszony, że nie dał rady jechać ponieważ długo nie słyszałem, aby samochód spod domu ruszył. Usiadłem wygodnie na łóżku i z szerokim uśmiechem wydarłem się na cały dom.
-BILL!
Czekałem na odzew, ale nic...
-JEŚLI ZARAZ SAM TU NIE PRZYJDZIESZ, TO JA UDAM SIĘ DO CIEBIE, A TEGO CHYBA NIE CHCESZ!!
Po tych słowach, już po chwili usłyszałem, że drzwi się otwierają i zaraz w moim pokoju ukazał się Bill. Był już w nowych ciuchach. Opięte rurki, luźna koszulka, na nadgarstkach jak zwykle pełno dodatków. Nie widziałem tylko czy ma makijaż, bo ułożył głowę pod takim kątem, że nie było widać jego twarzy przez opadające włosy. Bał się i było to widać. Drżały mu ręce, którymi obejmował się w szczupłej tali.
-Masz mi coś do powiedzenia?
Zapytałem łagodnie, co mnie zaskoczyło. Czekałem na odpowiedź, a że jej nie otrzymywałem poruszyłem się niespokojnie na łóżku. Bill chyba pomyślał, że wstaję, bo szybko na mnie spojrzał z przerażeniem. Jego twarz pomimo starannego makijażu była pokryta widocznymi siniakami. Tymi,, którymi ja go obdarzyłem.
-Tom! Ja przepraszam! N-nigdy więcej się to nie powtórzy tylko mnie nie bij! Błagam... N-nie bij mnie...
Ponownie opuścił głowę i zaczął drżeć jeszcze bardziej. Powstrzymywał się od płaczu, to było widać.
-Nie pobiję cię i nawet ci wybaczę, jak zagrasz ze mną w pewną grę.
Podniósł głowę i przyglądał mi się jakby nie wierzył w to co usłyszał.
-G-grę? Jaką?
-Rozbierz się i załóż to.
Rzuciłem mu reklamówkę z tym co kupił mi Connor. Zajrzał do niej i zaraz zaczął z niej wyjmować rzeczy. Najpierw wyjął puchaty, długi, koci ogon zakończony korkiem analnym, potem były kocie uszy na głowę i na końcu obroża ze smyczą. Jego twarz zrobiła się czerwono i spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
-T-Tom proszę... N-nie rób mi tego! T-to jest poniżające!
-Nie to jest gra w pana i jego kotka. Panem jestem ja, a kotem ty. Zakładasz, czy wolisz nauczkę w postaci kilku pięści?
Spojrzał w bok. Widziałem, że płacze i drżącymi rękoma powoli zaczął się rozbierać. Widząc, że mu nie idzie wstałem i złapałem jego nadgarstki.
-Ja to zrobię Bill.
Powoli zdejmowałem części jego ubrania. Przyglądałem się jego twarzy. Była czerwona i po policzkach płynęły mu łzy. W końcu stał przede mną nagi. Nałożyłem mu na głowę opaskę z kocimi uszami, a na szyi upiąłem obrożę ze smyczą.
-Musisz odwrócić się do mnie tyłem na kolanach i mocno wypiąć Billy. Bo inaczej będzie boleć.
Zakręciłem kocim ogonem patrząc na niego i wtedy wpadłem na pomysł.
-Otwórz usta Bill.
Nie chciał tego robić, ale wiedział że jeśli tego nie zrobi to sam mu je otworze. Wykonał więc moje polecenie, a ja wtedy wsunąłem w jego usta korek analny od ogona.
-Wyobraź sobie, że to mój penis... Wiesz co robić.
Uśmiechnąłem się, a Bill zamknął oczy. Poklepałem go po twarzy dłonią.
-Nie nie... Masz patrzeć mi prosto w oczy i ładnie to robić.
Patrzył na mnie, ale co jakiś czas uciekał wzrokiem w bok. Zaczął poruszać głową i pieścić korek analny. Podniecająco wtedy wyglądał. Chciałem na to patrzeć i patrzeć, ale on sam zadecydował że wystarczy. Uklęknął i wypiął się w moją stronę.
-Miejmy to za sobą Tom...
Pomimo, że to powiedział to bał się tego co mogę zrobić. Jednak chciałem go koniecznie zobaczyć z takim ogonkiem. Sam go sobie przygotował więc będzie dobrze. Uklęknąłem za nim i przyłożyłem korek do jego odbytu. Naparłem na niego i już po chwili zaczął się on zagłębiać w dziurce Billa. Braciszek zakrywał usta, bo go bolało, ale miało dziś chociaż trochę boleć. Po chwili korek był cały w jego wnętrzu a między jego pośladkami zwisał długi, puszysty ogon. Uśmiechnąłem się i usiadłem na łóżku trzymając rączkę od smyczy w dłoni.
-Wyglądasz jak prawdziwy kociak Bill... Aż od samego patrzenia mi stanął... A skoro jesteś kotem to pewnie chcesz mleczka co?
Zaśmiałem się i rozwinąłem ręcznik i rozsunąłem nogi.
-Musisz mocno ssać, żeby coś poleciało.
Uśmiechnąłem się a widząc, że Bill chce wstać zacmokałem.
-Koty chodzą na czterech łapkach Bill. Na czworaczkach do mnie. Wyobraź sobie, że jesteś kotem, a ja twoim panem!
Drżąc podszedł do mnie na czworakach. Ogon między pośladkami machał się a on zagryzał wargi. w końcu jego głowa znalazła się przy moim kroczu. Ujął w dłonie mojego sterczącego penisa i zaczął go lizać. Mruknąłem z przyjemności. Po kilku sekundach mój członek zanurzony był w jego ustach. Nie mogąc się powstrzymać sam zacząłem pchać biodrami. Dławił się przez to, ale mi to nie przeszkadzało. Przyglądałem mu się i wtedy kolejny pomysł zawitał w mojej głowie.
-Usiądź na tyłku.
Spojrzał na mnie zaskoczony i pokręcił głową. Wiedziałem czemu. Nie chciał, żeby korek wszedł w niego jeszcze dalej. Złapałem za łańcuch od smyczy i szarpnąłem tak, że jego twarz znalazła się przy mojej.
-Powiedziałem siadaj!
Spojrzał w bok trzęsąc się jak osika i w końcu usiadł wydając przy tym ciche jęknięcie. Spojrzałem wymownie na swojego penisa i zabrał się za jego lizanie i ssanie od nowa. Pomrukiwałem z przyjemności i pchałem biodrami w jego usta. Czasem łapałem go za głowę i przytrzymywałem ją przy kroczu kiedy mój penis był głęboko w jego gardle. Gdy go puszczałem dławił się, kaszlał i łapał łapczywie powietrze. Przyśpieszyłem w końcu sam, ciągnąc go za włosy, ruchy jego głowy na swym penisie. Po kilku minutach doszedłem w jego ustach, a gdy wysuwałem penisa kilka kropel mojej spermy spadło na podłogę.
-Połykaj kocie to co lubisz najbardziej! Zliż też to z podłogi, przecież nie możemy pozwolić by tak cenne mleczko się zmarnowało!
Połknął to co miał w ustach i już po chwili zlizywał drżąc moją spermę z podłogi.
-Grzeczny koteczek... A teraz... Pan chce widzieć jak kotek robi sobie dobrze. Już!
Patrzył na mnie z niedowierzaniem i kręcił na boki głową. Dobrze, że nie wie, że mam w pokoju ukryta i włączoną kamerę.
-Dalej! Chyba, że pan ma ukarać kotka za nieposłuszeństwo!
-Tom! nie mogę! To już w ogóle jest poniżające!!
-Rozumiem... Kotek chce karę. Odwróć się tyłem do mnie i wypnij!
-A-ale...
-JUŻ!
Widział wściekłość w moich oczach. Wyjąłem z drugiej reklamówki bat i jak tylko się odwrócił wstałem z łóżka. Nie ujawniałem bata.
-Zamknij oczy!
Zrobił to a ja wtedy zamachnąłem się. W jednej dłoni bat w drugiej smycz by nie uciekł. Dostał w pośladki, a po domu rozległ się jego pisk.
-Tom! Przestań!! NiEEE!!! AAA!
Biłem go batem do momentu aż nie miał czerwonych pośladków. Ale i tak było mi mało chciałem właśnie dalej go bić batem, kiedy mnie zaskoczył.
-ZROBIĘ TO TYLKO PRZESTAŃ!! BŁAGAM!!!
Uśmiechnąłem się. Był mało wytrzymały na ból, ale ja to zmienię. Usiadłem na łóżku, a on powoli odwrócił się do mnie przodem.
-Na kolanach z szeroko rozszerzonymi nogami. Masz to zrobić do końca jasne?!
Spojrzał w bok i zamknął oczy. Pozwolę mu na tyle, niech to będzie za to, że wytrzymał tyle biczowania po dupie. Złapał się za swojego penisa i zaczął poruszać na nim swoją dłonią. Pomimo, że widziałem o tym że krępował się wcześniej, to teraz chyba to przeszło bo jego członek był już sztywny, a on miał rozchylone usta pojękując cicho. Uśmiechnąłem się bo w końcu zaczął czerpać z tego przyjemność.
-Szybciej Bill...
Wymruczałem, a on to zrobił. Jego członek zaczął robić się czerwony. Zagryzł wargę i opuścił głowę, a jego włosy przykryły mu delikatnie twarz. Po chwili zaczął jęczeć jak tania dziwka i doszedł brudząc spermą swoją dłoń i podłogę.
-A teraz zliż ją...
-c-co?!
-No zliż ją z dłoni i z podłogi... czekam...
Specjalnie zamachałem biczem, a on krzywiąc się zrobił to. Z obrzydzeniem zlizywał własną spermę z dłoni i podłogi, ale wykonał to.
-Skoro koteczek jest taki dobry i grzeczny... Pan da mu nagrodę.
Odwróciłem go tyłem do siebie i pchnąłem by upadł na czworaka. Wtedy odchyliłem na bok jego ogon. Tak nie wyjąłem go. Bo skoro jest kotem, to będę go pierdolił jak kota - z ogonem! Splunąłem na swojego penisa, przesunąłem po nim dłonią i nakierowałem na jego wypełnioną dupę penisa. Będzie boleć, ale dla mnie to na pewno wytrzyma. Naparłem na jego wejście zaraz pod korkiem analnym i główka mego penisa zanurzyła się w środku.
-Tom! Boli!! Błagam!! Miała być nagroda nie..Nie karaa!! Wyjmij ten ogon!!
-Jak mogę jebać kota bez ogona? Będziesz pierdolony jak kot... Wytrzymasz!
Wszedłem powoli do końca i w końcu mój penis był w nim. Bill  opierał głowę na przedramieniu i płacząc zatapiał w swojej skórze zęby. Powoli zacząłem się w nim ruszać. Nie chciałem go przecież uszkodzić, bo potem nie mógłbym go pierdolić codziennie i musiałbym czekać aż wyleczy dupę. Złapałem go za biodra i po tym jak poczułem, że przyzwyczaił się do mojego penisa i korka w sobie zacząłem pewniej poruszać biodrami. Boże ale przez korek było tam ciasno!! Przyglądałem się mu i zauważyłem, że przestał gryźć rękę a zaczał rozchylać usta. Zaśmiałem się pod nosem.
-Przyznaj w końcu, że ci się to podoba Bill! Jesteś uzależniony od tego... Poza tym jestem twoim bliźniakiem i wiem gdzie trafić by było ci przyjemnie lub by bolało.
-Sadysta! A to co teraz robisz to jest zoofilia wiesz?! Swoje psy też tak traktujesz?!
Wkurzył mnie więc mocno pchnąłem biodrami a on wygiął się w łuk. Złapałem go wtedy za szyję.
-Zoofilię uprawiam tylko z kotem takim jak ty braciszku... Przyznaj się! Jeśli odczuwasz rozkosz nie panujesz nad ciałem i emocjami. Tak jak wtedy gdy kazałeś mi siebie pieprzyć... Zatracasz się wtedy w rozkoszy i odczuwanej przyjemności... Nawet jeśli jest wymieszana z bólem... Tak jest i teraz prawda?
-N-nie... mylisz się ja... Oh!
Drży... lecz już nie ze strachu. Załapałem to już na kasecie. On po prostu daje wtedy władzę swojemu ciału a potem tego żałuje. Poruszałem szybciej biodrami. Pociągnąłem go tak by oparł się o moją klatkę piersiową i dalej go pieprzyłem.
-Skoro nie... To może przestanę?
Zatrzymałem ruchy bioder i wtedy stało się to czego chciałem. Bill przekręcił głowę w moją stronę oddychają nierówno.
-N-nie przestawaj Tom... Z-zgoda dziś wygrałeś... ale nie przestawaj...
Wpił się w moje usta i zaczął mnie łapczywie całować. Miła odmiana. Nie chciałem przerywać pocałunku, więc szybko go odwzajemniłem. Nasze języki ocierały się o siebie, a śliny mieszały ze sobą. Już po chwili po brodzie Billa spływała strużka śliny. Zacząłem dalej pchać w niego biodrami, a on wtedy opadł z powrotem na kolana i wypiął się bardziej. Złapał swojego członka i zaczął się masturbować.
-D-dalej Tom... Przerżnij mnie mocno i głęboko...
Zaśmiałem się i wbijając palce w jego biodra zacząłem pierdolić go ze zdwojoną siłą. O tak! Tego chciałem. Postaram się by uzależnił się od tego! Stanie się uzależniony od seksu ze mną. Sam będzie błagał mnie nocami i dniami o jebanie. A jak coś to na początek mogę wypróbować prochy...
-Tak Tom!
Spojrzał przez ramię na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Odepchnął mnie, że wyszedłem z niego. Podszedł do łóżka i oparł się o nie tak, że dupę miał u góry, głowę z karkiem na podłodzę, a plecy oparte o bok łóżka. Wiedziałem po co ta pozycja. Chciał bym wszedł jeszcze głębiej. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niego. Wejście teraz w niego nie stanowiło problemu. po chwili byłem w nim. Stojąc nad nim z rozkraczonymi nogami wchodziłem w niego po same jądra, On jęczał i wykrzykiwał moje imię masturbując się przy tym. Szybko wsuwałem i wysuwałem penisa z jego ciepłego wejścia i już po chwili obaj krzyczeliśmy we wspólnym orgazmie.  Zaśmiałem się i wyszedłem z niego. Kazałem mu przejść na kolana i wypiąć się w moją stronę, ale wtedy coś wymyśliłem.
-Czekaj!
Pobiegłem po miseczkę, wróciłem i postawiłem ją na podłodze.
-Ukucnij nad nią.
Gdy to zrobił wyciągnąłem ogon, a do miski zaczęła wlatywać moja sperma. Kiedy była już cała podałem ją Billowi.
-Wypij ją jak kot mleczko...
Nie musiałem czekać, bo już po chwili to robił. Zaskoczył mnie tym, bo zaraz po tym pchnął mnie na podłogę, tak że opadłem na nią plecami i okrakiem na mnie usiadł. Złapał mojego penisa i nabił się na niego. Zaczął rytmicznie poruszać na mnie biodrami odchylając głowę do tyłu.
-Bill?
To było naprawdę zaskakujące i chciałbym, żeby był taki zawsze... Nie tylko teraz... Ale gdy na mnie spojrzał, zrozumiałem, że coś w nim pękło i się zmieniło.
-Żeby przeżyć i nie być bitym muszę być tylko twoją dziwką prawda Tom? Dlatego od dziś nią będę. Dość dawnego Billa... Nie będę już płakał. Wiem, że pewnie jeszcze nie raz mnie zgwałcisz... Bo nie zawszę będę chciał seksu... Ale od dziś rób ze mną to co chcesz... A teraz zamknij mordę i mnie pierdol!
Chciałem od razu mu wykurwić i powiedzieć by uważał na to komu każe się zamknąć, ale uniemożliwił mi to pocałunkiem. Pomimo namiętnego, zboczonego i cholernie dzikiego pocałunku nie zapomniał o ruchu bioder i ciągle nimi ruszał. Uśmiechałem się przez pocałunek bo w końcu zrozumiał... Zrozumiał albo coś kombinuje . Nie ważne... W końcu mam go jako swoją dziwkę i to się liczy. A pomysłów na seks mam wiele nawet takich, jakie jemu nawet mimo zmiany się nie spodobają!

środa, 2 maja 2012

Mała propozycja!

Słuchajcie :D Zmieniłam w ustawieniach, że już można w komentarzu wybrać np anonimowy :D Więc możecie śmiało komentować moje noty :D